kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
śnieżna kraina cz. III -- więcej fotek..
11.03.2010; 23:18
kategoria: podróże link bezpośredni
śnieżna kraina cz. II -- film z doliny Paradise..
10.03.2010; 19:21
wersja HD bezpośrednio na Vimeo, więc lepiej tam oglądać, muzyka: Mehdi -- Sequoia.
kategoria: pasje link bezpośredni
śnieżna kraina cz. I
06.03.2010; 08:53
pierwsza część śnieżnego reportażu. zdjęcia pochodzą spod wulkanu Mt Rainier będącego częścią Gór Kaskadowych, a dokładniej z doliny Paradise, którą odwiedziliśmy w lecie zeszłego roku i o której pisałem tutaj. piękne to miejsce, ale tak bajkowego śniegu nie spotkałem jeszcze chyba nigdy. pierwsze trzy panoramy przedstawiają widok spod wulkanu na południe, natomiast zdjęcie ostanie z doliny Paradise na północ, czyli na sam wulkan. miejsce to znajduje się na wysokości 1,645 m npm, a sam Mt Rainier osiąga wysokość 4,392 m. zdjęcia zrobiłem nowym Nikonem 70-200, a to najdłuższe poskładane jest z 11 ujęć. wkrótce kolejne fotki i (stabilny tym razem) film. muszę go poskładać, ale to zajmuje więcej czasu, niż się tego można spodziewać..
dla niskiej rozdzielczości podaję linki do panoram bez lightboksa: 1, 2, 3 i 4.




dla niskiej rozdzielczości podaję linki do panoram bez lightboksa: 1, 2, 3 i 4.




kategoria: podróże link bezpośredni
Vancouver 2010 cz. IV -- twarze..
04.03.2010; 06:56
kilka znanych osób, które dorwałem w strefie VIP. żeby było śmieszniej, to brak identyfikatora i autoryzacji zauważono u mnie dopiero kiedy opuszczałem to miejsce. widać aparat wystarcza. zresztą kilka z poniższych osób pytało z jakiej jestem gazety, a ktoś bez zastanowienia rzucił, że z Faktu.. dobrze, że nie z Pudelka..
Piotr Nurkowski -- prezes PKOl:

Włodzimierz Szaranowicz -- dyrektor TVP Sport:

Piotr Sobczyński -- dziennikarz TVP, to nasze drugie spotkanie po MŚ2006 w Niemczech:

Łukasz Ligocki -- członek Misji Olimpijskiej, brat Michała i kuzyn Pauliny Ligockiej, naszych reprezentantów w snowboardzie:

Tomasz Zimoch -- jeden z najlepszych polskich sprawozdawców sportowych:

dwa Tomki:

i na koniec ja z bukietem zielonego czegoś, co dostała Justyna Kowalczyk na stadionie po zwycięstwie w swoim biegu. tego typu kwiaty otrzymywali wszyscy sportowcy od razu po zawodach, a medale przyznawane były tego dnia wieczorem w miasteczku olimpijskim. walczyłem twardo, bo chyba warto było mieć z tym bukietem zdjęcie pamiątkowe..

Piotr Nurkowski -- prezes PKOl:
Włodzimierz Szaranowicz -- dyrektor TVP Sport:
Piotr Sobczyński -- dziennikarz TVP, to nasze drugie spotkanie po MŚ2006 w Niemczech:
Łukasz Ligocki -- członek Misji Olimpijskiej, brat Michała i kuzyn Pauliny Ligockiej, naszych reprezentantów w snowboardzie:
Tomasz Zimoch -- jeden z najlepszych polskich sprawozdawców sportowych:
dwa Tomki:
i na koniec ja z bukietem zielonego czegoś, co dostała Justyna Kowalczyk na stadionie po zwycięstwie w swoim biegu. tego typu kwiaty otrzymywali wszyscy sportowcy od razu po zawodach, a medale przyznawane były tego dnia wieczorem w miasteczku olimpijskim. walczyłem twardo, bo chyba warto było mieć z tym bukietem zdjęcie pamiątkowe..
kategoria: zapiski link bezpośredni
Vancouver 2010 cz. III -- widziane z boku..
02.03.2010; 08:28
w czasie trwania olimpiady nie można było dojechać Whistler własnym samochodem. w zamian organizatorzy zapewnili dojazd autobusami z Vancouver -- bilet kosztował ok 50$, a sama podróż trwała ok 2.5h w jedną stronę. po przyjeździe na miejsce kilka niespodzianek: w kasach wciąż były bilety i to nie tylko na narciarstwo (również na finał hokeja!), a dookoła panowała wyjątkowo polska atmosfera. na zawodach stawiło się wielu naszych rodaków (głównie tych na stałe mieszkających w Kanadzie i Stanach), a polskie 'dzień dobry, jak się mash?' słyszane było ze wszystkich stron, głównie od osób pracujących przy obsłudze. szybko dostaję się na stadion, a tu kolejny szok: grupa ok 10 osób rozwija flagę z napisem 'GLIWICE'.. sam bieg trwał ok półtorej godziny, a ja w tym czasie przeszedłem całą trasę, na którą składały się po trzy okrążenia dwóch pętli. fajnie, że nie trzymano kibiców w okolicach stadionu, bo klimat wyścigu był o wiele lepszy poza miejscem rozkrzyczanego tłumu. spotykam wielu rodaków, jak również kibiców z Norwegii, Szwecji, Estonii, Japonii czy Alaski.. po biegu udaje mi się przedostać do strefy VIP-ów (hehe, który to już raz korzystam z wyuczonej przed laty metody wchodzenia 'na krzywy ryj') i rozmawiam z przedstawicielami polskich mediów. jest Szaranowicz, Piotr Sobczyński (mówię mu, że zrobiliśmy sobie zdjęcie przed meczem Niemcy-Polska na MŚ w roku 2006), Tomasz Zimoch. do tego władze polskiego narciarstwa i PKOl, ale o tym w kolejnej notce.. wyjazd zdecydowanie się udał: mamy historyczne złoto, mega emocje, gdyby tylko pogoda była trochę lepsza..
















kategoria: zapiski link bezpośredni
Vancouver 2010 cz. II -- finisz Justyny Kowalczyk..
01.03.2010; 06:52
sorry za drżące ręce i huśtawkę (kamery i nastrojów) -- to moja wspólna praca z najlepszym polskim redaktorem wszech czasów, Tomkiem Zimochem :) spotkałem go po zawodach, przekazałem pozdrowienia od kibica Górnika Zabrze, rozmawialiśmy kilka minut, a pan Tomasz poprosił mnie o wywiad. odpowiedziałem na 5 pytań 'prawdziwego polskiego kibica' do jego podręcznego dyktafonu, ale szczerze mówiąc nie pamiętam już ani pytań, ani tym bardziej moich odpowiedzi. może gdzieś to kiedyś w radiu poleci.. podczas zawodów głównie fotografowałem, ale na czas finiszu schowałem aparat i zacząłem nagrywanie. niesamowite emocje! wersja HD jak zwykle dostępna jest bezpośrednio na Vimeo..
kategoria: pasje link bezpośredni
Vancouver 2010 cz. I -- złota Justyna Kowalczyk!!
28.02.2010; 08:21
właśnie wróciłem z Whistler i na szybko wrzucam foty złotej Justyny. bardzo dużo emocji, zdarte gardło, kilka dziwnych spotkań i cała masa Polaków. wchodzę na stadion, a tam ekipa rozwiesza flagę GLIWICE. jutro napiszę więcej i wrzucę filmik z emocjonującego finiszu -- przejechałem dzisiaj 800km i padam na twarz..

















kategoria: pasje link bezpośredni
szósta trzydzieści..
23.02.2010; 06:38
w sobotę zwlokłem się z ciepłego łóżka już przed szóstą i wybrałem się na wschód słońca. różne myśli przychodziły mi do głowy w trakcie szukania spodni po ciemnym pokoju -- Seattle jeszcze śpi, żywej duszy na dworze, cicho wszędzie. jednak po dotarciu na miejsce osłupiałem: w rzędzie stało już tam szesnastu fotografów z szesnastoma rozłożonymi statywami. grzecznie stanąłem sobie na końcu linii i tym sposobem było nas już siedemnastu. wschód nastąpił ok 6.30 i bardzo ciepłym światłem przepełnił panoramę downtown. bardzo wyraźnie widoczny był oddalony o ok 100km wulkan Mt Rainier. poniżej panorama okolicy i kilka późniejszych (w zasadzie zdjęcie drugie pstryknięte było jako pierwsze, od razu po przyjeździe) fotek okolicy. ahh, w pięknym miejscu obecnie mieszkamy..












kategoria: zapiski link bezpośredni
Vancouver 2010
20.02.2010; 05:49
miał być Małysz w sobotę (dzisiaj) na dużej skoczni, a będzie Kowalczyk w sobotę (za tydzień) w biegu na 30km. dzisiaj udało mi się dostać bilet na Cross-Country Skiing i to po cenie w miarę normalnej -- nie musiałem płacić 700% ceny nominalnej! co jednak na mapie tej części świata wydaje się rzutem beretem (odległość Seattle - Vancouver - Whistler), w rzeczywistości przekłada się na ok 6 godzin jazdy. bieg Justyny rozpoczyna się ok 11 (czasu Pacyficznego), ale będziemy musieli wyjechać już przed 4 nad ranem. dojazd do granicy amerykańsko-kanadyjskiej to ok 2h, nie wiadomo ile przyjdzie nam czekać na granicy, bo bywają tam straszne kolejki. potem centrum Vancouver, parking i dojazd specjalnym (nie, nie chodzi o paraolimpiadę :) olimpijskim autobusem do Whistler, co również trwa ok 3 godzin.. no zobaczymy, jestem dobrej myśli. zresztą któż by nie był po dwóch medalach naszej zawodniczki. planuję wpaść na trasę i zrobić dobre zdjęcia, ale kto wie jak będzie -- pewnie znowu poszaleją z ograniczeniami. jeśli będę musiał siedzieć na krzesełku to nerwowo nie zdzierżę.. dobrze, ze mam szalik Polski..

kategoria: zapiski link bezpośredni
nie zapomnij skąd tutaj przybyłem..
11.02.2010; 01:18
moja emigracja od samego początku miała raczej wymiar czasowy. jestem zbyt sentymentalny i za bardzo przywiązany, aby na stałe
żyć poza Polską. i choć ta niezdefiniowana przestrzeń czasowa niebezpiecznie się rozciąga, i choć coraz dotkliwiej kłują w oczy
piękne miasta, życzliwsi ludzie i prostsze życie poza granicami Polski, decyzja o powrocie nie ma prawa się zmienić. termin
owszem, ale nie podstawowe założenia osobistej przyszłości. i oczywistym jest, że w równym stopniu chodzi o rzeczy
fundamentalne, jak rodzina czy przyjaciele, co o rzeczy błahe, jak rozbita kostka brukowa, zapamiętane od małego drzewo czy
zimny Lech na rynku po parasolami.. bo gdy opadnie gorączka podróży, gdy kombinację podniecenia, lęku i oczekiwań przysłonią
wydarzenia dnia codziennego, zaczyna się normalne życie. jak ono wygląda poza granicami kraju?
to oczywiście zależy, czy na dzień dobry emigrant próbuje stać się Brytyjczykiem/Niemcem/Norwegiem lub innym Irlandczykiem, czy
wprost przeciwnie -- głośno i dobitnie głosi skąd pochodzi i dokąd, w jakiejś tam przyszłości, zmierza. tych pierwszych
szanuję, choć zdecydowanie bliżej mi do opcji drugiej -- stąd też będzie o takich małych elementach polskości na obczyźnie..
kojąco działa na mnie polskie radio. nic nie przebije osobliwego klimatu Trójki wczesnych godzin rannych i takiego na ten przykład 'trójkowego budzika'. u mnie to dopiero wieczór, ale niezwykle miło posłuchać jak tam daleko, osiem i pół tysiąca kilometrów na Wschód, Polska budzi się do życia. koło piątej powoli kończą się ciche utwory nocne, ich miejsce przejmują pierwsze poranne niusy, rzeczowe rozmowy i wszystkie te detale serwowane przez słuchaczy, z odgarnianiem śniegu włącznie. do tego nasza rodzima muzyka, jako nieśmiertelna część nowego dnia..
nie wyobrażam sobie również dnia bez polskiej literatury. mimo 3 lat posługiwania się na co dzień językiem angielskim, w ogóle nie podchodzi mi czytanie książek w tym języku. ani w żadnym innym (mój zardzewiały niemiecki był kiedyś całkiem wporzo).. pisałem ostatnio na blogu o różnych czytnikach e-booków -- z takimi maszynkami i tysiącem pozycji w elektronicznych archiwach żadna obczyzna nie jest straszna.. ostatnio wracam do klasyki, bo to już najwyższa pora zabrać się za nigdy nie czytaną Trylogię..
od 3 lat nie posiadam telewizora, co oczywiście nie przeszkadza mi być na bieżąco z wszelkimi polskimi produkcjami filmowymi. polskie seriale są coraz lepsze (vide Czas Honoru czy Tajemnica twierdzy szyfrów) a internet coraz szybszy. ostatnio trochę stanął projekt polskiej telewizji publicznej oficjalnie streamowanej przez iTVP czy PLiPTV.PL dla widzów zza granicy, ale oglądanie polskich kanałów przez protokoły typu Sop: nie nastręcza żadnych problemów. nie mówiąc już o fakcie, że nigdy wcześniej nie oglądałem tak wielu meczów ligi polskiej.. i to lajf..
ale to wszystko to tylko dodatki. najważniejsze są kontakty z Polonią, o które nawet w tak odległym od naszego kraju miejscu nie jest trudno. w Seattle mieszka kilka tysięcy Polaków, począwszy od tych 70-80 letnich pamiętających drugą falę emigracji (pierwsza grupa Polaków przybyła w te okolice jeszcze w drugiej połowie XIX wieku) po tych najmłodszych. największą grupę stanowią ludzie, którzy wyemigrowali tu w latach '80-tych uciekając przed złym systemem -- dzisiaj mają po 40-50 lat i stanowią serce ruchu polonijnego w tej okolicy. istnieje polska parafia, dom polski (organizujący koncerty naszych rodzimych umuzykalnionych inaczej gwiazd), polskie spotkania, obiady, kluby książkowe, drużyna piłkarska i inne takie.. nie wspominam o Anglii i Brighton bo tam język polski słyszany był wszędzie..
do napisania tego krótkiego tekstu skłoniła mnie hala Prudential Center w Newark podczas ostatniej walki Tomka Adamka. 12 tysięcy miejsc i 11 i pół tysiąca fanatycznych polskich kibiców. biało-czerwone New Jersey tego dnia nie było niczym szczególnym. i ten szał gdy naszej nowej wschodzącej gwieździe boksu zawodowego puszczono jego hymn -- utwór 'Pamiętaj' kieleckiego rapera Funky Polaka na stałe mieszkającego w Chicago. w takich warunkach zawsze dopada mnie dreszcz polskości..
kojąco działa na mnie polskie radio. nic nie przebije osobliwego klimatu Trójki wczesnych godzin rannych i takiego na ten przykład 'trójkowego budzika'. u mnie to dopiero wieczór, ale niezwykle miło posłuchać jak tam daleko, osiem i pół tysiąca kilometrów na Wschód, Polska budzi się do życia. koło piątej powoli kończą się ciche utwory nocne, ich miejsce przejmują pierwsze poranne niusy, rzeczowe rozmowy i wszystkie te detale serwowane przez słuchaczy, z odgarnianiem śniegu włącznie. do tego nasza rodzima muzyka, jako nieśmiertelna część nowego dnia..
nie wyobrażam sobie również dnia bez polskiej literatury. mimo 3 lat posługiwania się na co dzień językiem angielskim, w ogóle nie podchodzi mi czytanie książek w tym języku. ani w żadnym innym (mój zardzewiały niemiecki był kiedyś całkiem wporzo).. pisałem ostatnio na blogu o różnych czytnikach e-booków -- z takimi maszynkami i tysiącem pozycji w elektronicznych archiwach żadna obczyzna nie jest straszna.. ostatnio wracam do klasyki, bo to już najwyższa pora zabrać się za nigdy nie czytaną Trylogię..
od 3 lat nie posiadam telewizora, co oczywiście nie przeszkadza mi być na bieżąco z wszelkimi polskimi produkcjami filmowymi. polskie seriale są coraz lepsze (vide Czas Honoru czy Tajemnica twierdzy szyfrów) a internet coraz szybszy. ostatnio trochę stanął projekt polskiej telewizji publicznej oficjalnie streamowanej przez iTVP czy PLiPTV.PL dla widzów zza granicy, ale oglądanie polskich kanałów przez protokoły typu Sop: nie nastręcza żadnych problemów. nie mówiąc już o fakcie, że nigdy wcześniej nie oglądałem tak wielu meczów ligi polskiej.. i to lajf..
ale to wszystko to tylko dodatki. najważniejsze są kontakty z Polonią, o które nawet w tak odległym od naszego kraju miejscu nie jest trudno. w Seattle mieszka kilka tysięcy Polaków, począwszy od tych 70-80 letnich pamiętających drugą falę emigracji (pierwsza grupa Polaków przybyła w te okolice jeszcze w drugiej połowie XIX wieku) po tych najmłodszych. największą grupę stanowią ludzie, którzy wyemigrowali tu w latach '80-tych uciekając przed złym systemem -- dzisiaj mają po 40-50 lat i stanowią serce ruchu polonijnego w tej okolicy. istnieje polska parafia, dom polski (organizujący koncerty naszych rodzimych umuzykalnionych inaczej gwiazd), polskie spotkania, obiady, kluby książkowe, drużyna piłkarska i inne takie.. nie wspominam o Anglii i Brighton bo tam język polski słyszany był wszędzie..
do napisania tego krótkiego tekstu skłoniła mnie hala Prudential Center w Newark podczas ostatniej walki Tomka Adamka. 12 tysięcy miejsc i 11 i pół tysiąca fanatycznych polskich kibiców. biało-czerwone New Jersey tego dnia nie było niczym szczególnym. i ten szał gdy naszej nowej wschodzącej gwieździe boksu zawodowego puszczono jego hymn -- utwór 'Pamiętaj' kieleckiego rapera Funky Polaka na stałe mieszkającego w Chicago. w takich warunkach zawsze dopada mnie dreszcz polskości..
kategoria: przemyślenia link bezpośredni
na grobie Bruce'a i Brandona Lee..
08.02.2010; 09:33
Bruce Lee oraz jego syn Brandon pochowani są na cmentarzu Lake View w Seattle.. oboje, ojciec i syn, zmarli bardzo młodo. u Bruce'a wykryto obrzęk mózgu po tym jak zemdlał na planie filmu Wejście Smoka. Brandon został postrzelony na planie filmu Kruk podczas kręcenie sceny z gangiem -- przez przypadek w magazynku znajdował się ostry nabój. Bruce Lee studiował w Seattle i właśnie tutaj założył swoją pierwszą szkołę walk -- dlatego też tutaj spoczywa jego ciało.
na grobie Bruce'a widnieje inskrypcja:
a to dłuższy tekst na grobie Brandona:






na grobie Bruce'a widnieje inskrypcja:
Your inspiration continues to guide us toward our personal liberation
(twoje natchnienie prowadzi nas ku naszemu osobistemu wyzwoleniu)
(twoje natchnienie prowadzi nas ku naszemu osobistemu wyzwoleniu)
"Because we don't know when we will die, we get to think of life as an inexhaustible well. And yet everything happens only a certain number of times, and a very small number really. How many more times will you remember a certain afternoon of your childhood, an afternoon that is so deeply a part of your being that you can't even conceive of your life without it? Perhaps four, or five times more? Perhaps not even that. How many more times will you watch the full moon rise? Perhaps twenty. And yet it all seems limitless..."
(ponieważ nie znamy daty naszej śmierci, postrzegamy życie jako niewyczerpaną studnię. a przecież wszystko zdarza się określoną, w rzeczywistości bardzo niewielką, ilość razy. ile jeszcze razy przypomnisz sobie pewne popołudnie ze swojego dzieciństwa, popołudnie, które w tak dużym stopniu jest częścią ciebie, że nie potrafisz nawet wyobrazić sobie swojego życia bez niego? być może cztery, może jeszcze pięć razy? a może i nawet nie tyle. ile jeszcze razy będzie ci dane obserwować pełnię księżyca podczas wschodu? może ze dwadzieścia razy. to wszystko wydaje nam się teraz takie nieograniczone...)
(ponieważ nie znamy daty naszej śmierci, postrzegamy życie jako niewyczerpaną studnię. a przecież wszystko zdarza się określoną, w rzeczywistości bardzo niewielką, ilość razy. ile jeszcze razy przypomnisz sobie pewne popołudnie ze swojego dzieciństwa, popołudnie, które w tak dużym stopniu jest częścią ciebie, że nie potrafisz nawet wyobrazić sobie swojego życia bez niego? być może cztery, może jeszcze pięć razy? a może i nawet nie tyle. ile jeszcze razy będzie ci dane obserwować pełnię księżyca podczas wschodu? może ze dwadzieścia razy. to wszystko wydaje nam się teraz takie nieograniczone...)
kategoria: zapiski link bezpośredni
w poszukiwaniu Twin Peaks..
05.02.2010; 01:47
pamiętacie Miasteczko Twin Peaks z początku lat '90-tych? oglądaliśmy to wszyscy zachwycając się surrealistycznie mrocznym klimatem, świetną muzyką i wyjątkową zagadkowością jaką otoczona była śmierć Laury Palmer. serialowe krajobrazy, czyli wysokie szczyty, od których nazwę wzięło filmowe miasteczko oraz spowite gęstą mgłą lasy, budziły poczucie odosobnienia. idealne miejsce na pogmatwaną historię kryminalną z elementami thrillera, a nawet horroru serwowaną przez samego mistrza, Davida Lyncha. świetna kreacja charakterów i niezapomniana gra aktorów, zwłaszcza Kyle'a MacLachlana, który wcielił się w rolę ekscentrycznego agenta FBI, Dale'a Coopera. a wszystko to w niewielkiej miejscowości położonej gdzieś w północnych Stanach. wjeżdżając do miasteczka agent Cooper mówi: 'entering the town of Twin Peaks -- five miles south of the Canadian border, 12 miles west of the state line'. w rzeczywistości prawie wszystkie sceny zewnętrzne (wnętrza filmowano w Kalifornii) kręcono w Snoqualmie w stanie Waszyngton. kilka dni temu odwiedziliśmy z Agatą to miejsce. klimat serialu powrócił, tyle że tym razem na żywo..
przygoda zaczyna się od zamglonej górskiej drogi i tabliczki wjazdowej do miasta: 'welcome to Twin Peaks Population 51201'. miejsce to znajduje się na Reining Road -- bocznej drodze prowadzącej ze Snoqualmie do North Bend. tutaj znajduje się dokładna lokalizacja na mapie Googli. miejsce to nie zmieniło się w ogóle, choć dzisiaj oczywiście nie ma tam już tej swojskiej tabliczki. jest za to płynąca obok rzeka, której obszar stał się lokalnym rezerwatem przyrody.. poniżej zdjęcie przy ścianie nieopodal.


pojawiający się również w czołówce wodospad to najbardziej znana turystyczna atrakcja regionu -- Snoqualmie Falls. ten 82-metrowy wodospad na rzecze o tej samej nazwie odwiedza rocznie ponad 1.5 mln turystów. obszar ten przed ponad 100 laty stał się miejscem jednej z największych lokalnych elektrowni wodnych i do dzisiaj zasila w energię elektryczną sporą część regionu. krótka trasa turystyczna prowadzi na sam dół doliny, z której można podziwiać wodospad z zerowego poziomu..

nad samą krawędzią wodospadu góruje serialowy Great Northern Hotel. w roku 1991 budynek ten przechodził głęboką renowację i ze starej (zbudowanej w 1919 roku) Snoqualmie Falls Lodge przerodził się w ekskluzywny hotel Salish. wielu fanów serialu zatrzymuje się tu na noc -- hotel znajduje się bardzo blisko pozostałych twinpeaksowych lokacji, choć dzisiaj nie ma tam już żadnych znaków świadczących o powiązaniu hotelu z filmem.


kilka kilometrów dalej, w miasteczku North Bend, znajduje się knajpo-kawiarnia, w której pracowała kelnerka Shelly Johnson. serialowa 'Double R' w rzeczywistości nowsi nazwę Twede's Cafe i do dzisiaj szczyci się swoimi legendarnymi wypiekami o czym na każdym kroku przypominał agent Cooper: 'cherry pie and damn fine cap of coffee'.. byliśmy głodni więc wstąpiliśmy na obiad do środka. wnętrze wygląda bardzo podobnie, zmienił się tylko odcień foteli: z czerwonych na niebieskie. sam kształt stołów pozostał niezmieniony. knajpa serwuje tradycyjne amerykańskie jedzenie wśród których królują hamburgery, frytki i miliony kalorii..


przemieszczając się drogami między Snoqualmie i North Bend kilkakrotnie przejeżdżamy koło stalowego mostu, który dosyć często pojawia się w serialu. most wygląda na zaniedbany, ale częściowo nadal istnieje (Reining Bridge) i mimo że nie jest już wykorzystywany przez kolej ma się całkiem dobrze służąc rowerzystom i innym biegaczom. jadąc dalej natrafiamy na muzeum amerykańskiej kolei, a tuż za nim wielki pień (giant log), również pojawiający się w czołówce serialu. pień lub raczej kłoda pochodzi z 400-letniego drzewa i została ścięta w 1987 roku. lasy wokół Snoqualmie od zawsze były szeroko znane z wyrębów wysokiej klasy drewna..

z ważniejszych lokacji nie odwiedziliśmy tartaku (Packard Sawmill), którego kominy wielokrotnie przewijały się na horyzoncie ponad drzewami, szkoły czy biura szeryfa. budynki te stoją do dzisiaj i nadal pełnią swoje rzeczywiste funkcje. reszta, czyli stacja benzynowa Big Ed, lokalna dyskoteka i mniejsze znaczeniowo miejsca są dzisiaj zabite dechami.. wielką pomocą w znajdowaniu wszystkich tych miejsc z Twin Peaks posłużyła nam strona Charlesa -- intwinpeaks.com, również mieszkańca Seattle.

to pierwszy z naszych serialowych wypadów. wkrótce zamierzamy odbyć kolejne szperając w lokalizacjach wcale nie mniej znanych seriali i filmów.
przygoda zaczyna się od zamglonej górskiej drogi i tabliczki wjazdowej do miasta: 'welcome to Twin Peaks Population 51201'. miejsce to znajduje się na Reining Road -- bocznej drodze prowadzącej ze Snoqualmie do North Bend. tutaj znajduje się dokładna lokalizacja na mapie Googli. miejsce to nie zmieniło się w ogóle, choć dzisiaj oczywiście nie ma tam już tej swojskiej tabliczki. jest za to płynąca obok rzeka, której obszar stał się lokalnym rezerwatem przyrody.. poniżej zdjęcie przy ścianie nieopodal.

pojawiający się również w czołówce wodospad to najbardziej znana turystyczna atrakcja regionu -- Snoqualmie Falls. ten 82-metrowy wodospad na rzecze o tej samej nazwie odwiedza rocznie ponad 1.5 mln turystów. obszar ten przed ponad 100 laty stał się miejscem jednej z największych lokalnych elektrowni wodnych i do dzisiaj zasila w energię elektryczną sporą część regionu. krótka trasa turystyczna prowadzi na sam dół doliny, z której można podziwiać wodospad z zerowego poziomu..
nad samą krawędzią wodospadu góruje serialowy Great Northern Hotel. w roku 1991 budynek ten przechodził głęboką renowację i ze starej (zbudowanej w 1919 roku) Snoqualmie Falls Lodge przerodził się w ekskluzywny hotel Salish. wielu fanów serialu zatrzymuje się tu na noc -- hotel znajduje się bardzo blisko pozostałych twinpeaksowych lokacji, choć dzisiaj nie ma tam już żadnych znaków świadczących o powiązaniu hotelu z filmem.

kilka kilometrów dalej, w miasteczku North Bend, znajduje się knajpo-kawiarnia, w której pracowała kelnerka Shelly Johnson. serialowa 'Double R' w rzeczywistości nowsi nazwę Twede's Cafe i do dzisiaj szczyci się swoimi legendarnymi wypiekami o czym na każdym kroku przypominał agent Cooper: 'cherry pie and damn fine cap of coffee'.. byliśmy głodni więc wstąpiliśmy na obiad do środka. wnętrze wygląda bardzo podobnie, zmienił się tylko odcień foteli: z czerwonych na niebieskie. sam kształt stołów pozostał niezmieniony. knajpa serwuje tradycyjne amerykańskie jedzenie wśród których królują hamburgery, frytki i miliony kalorii..

przemieszczając się drogami między Snoqualmie i North Bend kilkakrotnie przejeżdżamy koło stalowego mostu, który dosyć często pojawia się w serialu. most wygląda na zaniedbany, ale częściowo nadal istnieje (Reining Bridge) i mimo że nie jest już wykorzystywany przez kolej ma się całkiem dobrze służąc rowerzystom i innym biegaczom. jadąc dalej natrafiamy na muzeum amerykańskiej kolei, a tuż za nim wielki pień (giant log), również pojawiający się w czołówce serialu. pień lub raczej kłoda pochodzi z 400-letniego drzewa i została ścięta w 1987 roku. lasy wokół Snoqualmie od zawsze były szeroko znane z wyrębów wysokiej klasy drewna..
z ważniejszych lokacji nie odwiedziliśmy tartaku (Packard Sawmill), którego kominy wielokrotnie przewijały się na horyzoncie ponad drzewami, szkoły czy biura szeryfa. budynki te stoją do dzisiaj i nadal pełnią swoje rzeczywiste funkcje. reszta, czyli stacja benzynowa Big Ed, lokalna dyskoteka i mniejsze znaczeniowo miejsca są dzisiaj zabite dechami.. wielką pomocą w znajdowaniu wszystkich tych miejsc z Twin Peaks posłużyła nam strona Charlesa -- intwinpeaks.com, również mieszkańca Seattle.
to pierwszy z naszych serialowych wypadów. wkrótce zamierzamy odbyć kolejne szperając w lokalizacjach wcale nie mniej znanych seriali i filmów.
kategoria: podróże link bezpośredni
najnowsza mega-zabawka :)))
03.02.2010; 01:33
to już ostatnia z moich styczniowych nowości: piękna i smukła pani Mazda3. szacunek szarej pani należy się z uwagi na jej elegancję, ale również z uwagi na fakt, że jest ona moim pierwszym własnym samochodem ever. i w ogóle pierwszym samochodem nowej rodziny Ankudowicz! ja osobiście życzę jej samych prostych i szerokich dróg (a w tej części świata jest ich całkiem sporo), pięknych widoków (jest tu ich jeszcze więcej) i taniej benzyny, a jak będzie grzeczna to i może zabiorę ją na wycieczkę statkiem do Europy. a co, niech zobaczy jak się żyje po drugiej świata stronie..
i tak naprawdę dopiero teraz Pacific Northwest stoi przed nami otworem. witaj przygodo!

i tak naprawdę dopiero teraz Pacific Northwest stoi przed nami otworem. witaj przygodo!

kategoria: zapiski link bezpośredni
jeszcze nowsza zabawka :))
01.02.2010; 05:23
NCsoft postarał się o miłą niespodziankę christmasowo-noworoczną. firma kupiła wszystkim pracownikom we wszystkich oddziałach w Ameryce i w Europie najnowszy czytnik Amazona -- Kindle2. z e-papieru korzystam już od jakiegoś czasu (pisałem o tym tutaj), ochoczo więc zabrałem się za porównywanie Kindla do mojego starszego Sony Readera PRS-500..
to co od razu rzuca się w oczy w nowym produkcie to wyraźnie bielsza biel kartki, wyższy kontrast druku i zdecydowanie wyższa prędkość odświeżania. wszystkie te parametry są naturalnym efektem postępu prac nad technologią e-papieru i podobne wyniki zaobserwujemy również w urządzeniach innych firm. o ile w przypadku odświeżania trudno o ogromny zachwyt, gdyż cecha ta nie jest jakimś super znaczącym elementem czytników -- ot, należy tylko wcisnąć przycisk przewijania sekundę przed skończeniem czytania danej strony, do czego szybko można się przyzwyczaić, o tyle kontrast i odpowiednia barwa tła może się już zdecydowanie bardziej podobać. tekst czyta się zdecydowanie łatwiej, a oczy męczą się jeszcze mniej, choć sam kontrast był podobno jeszcze lepszy w .. pierwszej wersji czytnika Amazona. oba czytniki dysponują takim samym wyświetlaczem (6 cali) i bardzo podobną rozdzielczością (ok 160ppi) jednak jakość wyświetlanej przez Kindla grafiki również jest zdecydowanie lepsza. mój Sony dysponuje zaledwie czterema odcieniami szarości, podczas gdy Kindle2 ma ich już 16. mało kto podnieca się grafiką na czytnikach, jednak jakość widać bardzo wyraźnie również w wygładzaniu druku, co znaczenie ma już większe..
Sony Reader ma problemy z wyświetlaniem polskich znaków diakrytycznych. jednym rozwiązaniem jest zflashowanie systemu Readera i dodanie polskich czcionek, drugim: odpowiednie przygotowanie pliku książki. czytnik Amazona radzi sobie z pełnym zakresem znaków w Unicodzie -- wystarczy zapisać plik w czystym UTF-8 i już można cieszyć się pełnym zestawem polskich znaków. Kindle2 obsługuje kilka rodzajów plików: amazonowski AZW, TPZ, MOBI, PDF (są problemy z odczytaniem tekstu, bo nie da się pdfa skalować) i oczywiście HTML i TXT. z tymi ostatnimi dwoma formatami Kindle radzi sobie najlepiej..
no dobra, ale gdzie tu jakiś przełom? przełom, w porównaniu do Sony Readera, jest i to dość spory -- Amazon wyposażył Kindla2 w obsługę technologii przesyłu danych 3G, która działa na całym świecie. jesteśmy więc cały czas online, dosłownie kilka kliknięć od codziennych wydań prasy i książek elektronicznych. za pomocą Kindla można również przeglądać sieć, choć przeglądarka radzi sobie wyłącznie z bardzo prostymi stronami w czystym htmlu i prostym css-ie. jest to na razie usługa eksperymentalna, podobnie jak technologia czytania tekstu (ofkors języka angielskiego) i odtwarzania plików muzycznych. warto podkreślić, że dostęp 3G jest w czytniku Amazona darmowy -- producent liczy na wpływy z kupowanych przez sieć produktów. jedna książka z księgarni Amazonu to ok 10-12 dolców, czyli połowa wartości tradycyjnej książki papierowej. na polskim rynku na razie posucha, więc pozostają mi ogromne zastępu polskich e-booków.. Amazon oferuje również konwersję popularnych formatów (np. DOC) poprzez wysłanie maila z załącznikiem na swój własny adres w domenie kindle.com -- za jednego dolara otrzymamy bezpośrednio na nasz czytnik gotowy i przystosowany do niego plik naszej książki..
co mi się nie podoba? ciężko zlikwidować ogromne marginesy po obu stronach ekranu. nikomu niepotrzebne wcięcia zabierają miejsce kilkunastu wyrazom, przez co częściej trzeba przewijać strony. nie ma opcji powiększania plików PDF, co powoduje, że większość z nich jest po prostu nieczytelna. czytnik bezproblemowo radzi sobie z kodowaniem UTF-8 w samym tekście, ale tytuły książek wyświetla już z krzakami. co ciekawe, ta sama książka zapisana w kodowaniu Unicode również nie jest wyświetlana poprawnie (plik txt w Unicodzie waży zwykle dwa razy więcej niż w UTF-8). nie ma możliwości szybkiego przewijania stron (powiedzmy po kilkadziesiąt), ale z drugiej strony bardzo dobrze działa funkcja przeszukiwania tekstu, której zupełnie brakuje w Sonym. jakoś nie przekonują mnie opcje zmiany wielkości czcionki -- jest ich aż 6, ale skrajne są właściwie nie do użytku, a reszta jest do siebie bardzo zbliżona. i te marginesy zjadające sporą część miejsca..
ale generalnie bardzo na plus: Kindle wygląda bardzo estetycznie, a tylna jego ścianka jest metalowa. skończą się moje bitwy z żoną o prawo do czytnika przed zaśnięciem. teraz mamy już dwa..
trzecia (na sześć) wielkość tekstu:

druga (na sześć) wielkość tekstu, dla mnie chyba optymalna:

menu zmiany orientacji, wielkości czcionki i ilości słów na wiersz. możemy tu również włączyć odczyt tekstu:

pozioma orientacja strony:

przeglądarka internetowa:

przykład radzenia sobie z wyświetleniem grafiki (wygaszacz ekranu):

Kindle2 made by Aion & NCsoft:

Amazon Kindle2 i Sony Reader PRS-500:

to co od razu rzuca się w oczy w nowym produkcie to wyraźnie bielsza biel kartki, wyższy kontrast druku i zdecydowanie wyższa prędkość odświeżania. wszystkie te parametry są naturalnym efektem postępu prac nad technologią e-papieru i podobne wyniki zaobserwujemy również w urządzeniach innych firm. o ile w przypadku odświeżania trudno o ogromny zachwyt, gdyż cecha ta nie jest jakimś super znaczącym elementem czytników -- ot, należy tylko wcisnąć przycisk przewijania sekundę przed skończeniem czytania danej strony, do czego szybko można się przyzwyczaić, o tyle kontrast i odpowiednia barwa tła może się już zdecydowanie bardziej podobać. tekst czyta się zdecydowanie łatwiej, a oczy męczą się jeszcze mniej, choć sam kontrast był podobno jeszcze lepszy w .. pierwszej wersji czytnika Amazona. oba czytniki dysponują takim samym wyświetlaczem (6 cali) i bardzo podobną rozdzielczością (ok 160ppi) jednak jakość wyświetlanej przez Kindla grafiki również jest zdecydowanie lepsza. mój Sony dysponuje zaledwie czterema odcieniami szarości, podczas gdy Kindle2 ma ich już 16. mało kto podnieca się grafiką na czytnikach, jednak jakość widać bardzo wyraźnie również w wygładzaniu druku, co znaczenie ma już większe..
Sony Reader ma problemy z wyświetlaniem polskich znaków diakrytycznych. jednym rozwiązaniem jest zflashowanie systemu Readera i dodanie polskich czcionek, drugim: odpowiednie przygotowanie pliku książki. czytnik Amazona radzi sobie z pełnym zakresem znaków w Unicodzie -- wystarczy zapisać plik w czystym UTF-8 i już można cieszyć się pełnym zestawem polskich znaków. Kindle2 obsługuje kilka rodzajów plików: amazonowski AZW, TPZ, MOBI, PDF (są problemy z odczytaniem tekstu, bo nie da się pdfa skalować) i oczywiście HTML i TXT. z tymi ostatnimi dwoma formatami Kindle radzi sobie najlepiej..
no dobra, ale gdzie tu jakiś przełom? przełom, w porównaniu do Sony Readera, jest i to dość spory -- Amazon wyposażył Kindla2 w obsługę technologii przesyłu danych 3G, która działa na całym świecie. jesteśmy więc cały czas online, dosłownie kilka kliknięć od codziennych wydań prasy i książek elektronicznych. za pomocą Kindla można również przeglądać sieć, choć przeglądarka radzi sobie wyłącznie z bardzo prostymi stronami w czystym htmlu i prostym css-ie. jest to na razie usługa eksperymentalna, podobnie jak technologia czytania tekstu (ofkors języka angielskiego) i odtwarzania plików muzycznych. warto podkreślić, że dostęp 3G jest w czytniku Amazona darmowy -- producent liczy na wpływy z kupowanych przez sieć produktów. jedna książka z księgarni Amazonu to ok 10-12 dolców, czyli połowa wartości tradycyjnej książki papierowej. na polskim rynku na razie posucha, więc pozostają mi ogromne zastępu polskich e-booków.. Amazon oferuje również konwersję popularnych formatów (np. DOC) poprzez wysłanie maila z załącznikiem na swój własny adres w domenie kindle.com -- za jednego dolara otrzymamy bezpośrednio na nasz czytnik gotowy i przystosowany do niego plik naszej książki..
co mi się nie podoba? ciężko zlikwidować ogromne marginesy po obu stronach ekranu. nikomu niepotrzebne wcięcia zabierają miejsce kilkunastu wyrazom, przez co częściej trzeba przewijać strony. nie ma opcji powiększania plików PDF, co powoduje, że większość z nich jest po prostu nieczytelna. czytnik bezproblemowo radzi sobie z kodowaniem UTF-8 w samym tekście, ale tytuły książek wyświetla już z krzakami. co ciekawe, ta sama książka zapisana w kodowaniu Unicode również nie jest wyświetlana poprawnie (plik txt w Unicodzie waży zwykle dwa razy więcej niż w UTF-8). nie ma możliwości szybkiego przewijania stron (powiedzmy po kilkadziesiąt), ale z drugiej strony bardzo dobrze działa funkcja przeszukiwania tekstu, której zupełnie brakuje w Sonym. jakoś nie przekonują mnie opcje zmiany wielkości czcionki -- jest ich aż 6, ale skrajne są właściwie nie do użytku, a reszta jest do siebie bardzo zbliżona. i te marginesy zjadające sporą część miejsca..
ale generalnie bardzo na plus: Kindle wygląda bardzo estetycznie, a tylna jego ścianka jest metalowa. skończą się moje bitwy z żoną o prawo do czytnika przed zaśnięciem. teraz mamy już dwa..
trzecia (na sześć) wielkość tekstu:
druga (na sześć) wielkość tekstu, dla mnie chyba optymalna:
menu zmiany orientacji, wielkości czcionki i ilości słów na wiersz. możemy tu również włączyć odczyt tekstu:
pozioma orientacja strony:
przeglądarka internetowa:
przykład radzenia sobie z wyświetleniem grafiki (wygaszacz ekranu):
Kindle2 made by Aion & NCsoft:
Amazon Kindle2 i Sony Reader PRS-500:
kategoria: zapiski link bezpośredni
zostałem wujkiem!
27.01.2010; 20:51
Bartek urodził się dzisiaj -- Magdzie i Olkowi gratulujemy syna ;)
kategoria: zapiski link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: przełom
18.03.2005; 00.02
nastąpił przełom. znalazłem pracę..
że jest ciężko to wiedzą wszyscy. ja przekonałem się o tym, wpadając niejednokrotnie w czarną rozpacz, szukając pracy od 16. grudnia. bilans: 88 dni, ok. 100 cv, 6 rozmów kwalifikacyjnych, ostatecznie ciekawa posada.
a najważniejsze, że do dzisiaj każdą wizytę w Empiku rozpoczynałem od przeglądnięcia najnowszych pozycji mojej firmy. bo ja poprostu kocham zapach farby drukarskiej :)
że jest ciężko to wiedzą wszyscy. ja przekonałem się o tym, wpadając niejednokrotnie w czarną rozpacz, szukając pracy od 16. grudnia. bilans: 88 dni, ok. 100 cv, 6 rozmów kwalifikacyjnych, ostatecznie ciekawa posada.
a najważniejsze, że do dzisiaj każdą wizytę w Empiku rozpoczynałem od przeglądnięcia najnowszych pozycji mojej firmy. bo ja poprostu kocham zapach farby drukarskiej :)
kategoria: zapiski link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 366.




