Tomasz Ankudowicz -- tomxx.net 3.0 fotoblog | podróże | trekearth | info | [home]
kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
uliczne szachy..
17.07.2010; 02:07
pewnie mój kumpel Crio się ucieszy -- w Seattle, na Westlake Square, dokładnie naprzeciw budynku NCsoft-u rozłożono uliczne szachy. czasem na lunchu uda mi się dopchać do szachownicy i ogolić kilku miejscowych kelnerów. do wczoraj na 6 rozegranych partii wygrałem .. wszystkie 6. dzisiaj poniosłem pierwszą porażkę -- przy słońcu, w 30 stopniach na dworze zlał mnie operator masywnego dźwigu Portu Seattle. jak spaść to z wysokiego konia.. tzn. miałem wygraną, bo zbiłem mu królówkę, ale jakoś tak mnie słońce zagrzało i sparaliżował tłum gapiów, że przegrałem..

śmiesznie było kilka dni temu. ogrywam wytatuowanego kolesia niemiłosiernie, a ten się mnie pyta skąd pochodzę. odpowiadam, a ten mi na to, że ja w Seattle to dopiero od kilku dni. pochodzę z Juneau na Alasce, ale dopiero teraz wypuścili mnie z więzienia. więc gram tu sobie w szachy..





w tle budynek mojej firmy:






kategoria: zapiski                           link bezpośredni
fotki z wesela -- cz. III. -- plener..
22.06.2010; 07:34
kategoria: zapiski                           link bezpośredni
fotki z wesela -- cz. II. -- impreza..
20.06.2010; 00:22
druga część fotek z weselicha -- tym razem Crio uwiecznia zabawę w chacie góralskiej. czerń i biel wymiata..











































kategoria: zapiski                           link bezpośredni
fotki z wesela -- cz. I. -- kościół..
17.06.2010; 19:44
wszystkie zdjęcia wyszły spod precyzyjnej ręki Crio..





















kategoria: zapiski                           link bezpośredni
jadę przez Polskę..
13.06.2010; 23:22
i znowu przejeżdżam śląskimi drogami. tą samą drogą na północ i z powrotem na południe. setki kilometrów bagien, łąk, lasów, wiosek i miasteczek. od zmęczonej i brudej górnośląskiej aglomeracji, aż po spokojną, ostrozieloną płaszczyznę Częstochowszczyzny.

jadę, przez zmieniającą się Polskę. tego nie było tu ostatnio, tu zbudowali nową stację Shella, tam wzniesiono kolejny wiatrak. kościoły pięknie odnowione, chodniki jakby mniej dziurawe, tu nowy dach, tam nowa hurtownia i te mosty nad autostradą wyrastające jak grzyby po deszczu. i drogi: wiecznie remontowane, poszerzane i wydłużane, ale jakby coraz bardziej płaskie. w oczy kłują kolorowe banery -- reklamy kiczowatych biznesów, z których tylko nieliczne przyniosą właścicielom jakieś tam korzyści. jadę przez zakorkowaną Polskę -- kraj, któremu rządzący zalecili kurację upiększającą..

wielki plac budowy aż pod sam horyzont. i jakby komuś wciąż było to nie na rękę -- raz powódź, raz klęska szuszy. jadę przez Polskę i kibicuję, aby ten energiczny lifting przyniósł nam wreszcie samozadowolenie. i tylko w radiu coraz gorsza muzyka -- jakiś taki trudny do zdefiniowania pęd ku dyskotece..
kategoria: zapiski                           link bezpośredni
Polsko -- przybywamy z ratunkiem pogodowym!
22.05.2010; 12:42
jest 3.42 czasu Pacyficznego, środek nocy. za godzinę podjeżdża Etiopczyk i śmigamy na lotnicho -- po roku przerwy lecimy do Polski. jako że i tak musielibyśmy wstawać w środku nocy postanowiliśmy w ogóle się nie kłaść, a zaległości odespać podczas kilkunastu godzin lotu. jeszcze nigdy tak nie robiłem, więc zobaczymy czy po wylądowaniu będę nadawał się do życia..

połączenie jest dosyć średnie: mamy przesiadkę i 3 godziny przerwy w Chicago, więc ani to wyskoczyć do centrum, ani nic, a potem lot LOT-em do WAWy. żeby było śmieszniej jest jeszcze trzeci start; po godzinie przerwy lecimy do KRK. chyba są drinki za free, może mnie obudzą. przez ten czas dwa razy miniemy się ze słońcem -- my z zachodu na wschód, a słońce swoją normalną drogą. do tego ofkors ucieknie nam 9 godzin zmiany czasu, więc licząc kategoriami czasu lokalnego, na miejscu będziemy za półtorej dnia.. o ile wulkan nie strzeli..

przywieziemy słońce i rozgonimy chmury. promise!

PS1. fajnie mieć trwający 26 godzin dzień. dużo można zrobić, np dodać na stronę jedną z piętrzących się w kolejce notek.

PS2. pokrzyczałem trochę na naszych grajków i wreszcie się rozstrzelali. dzisiaj, czyli wczoraj, rozbiliśmy Łódzki KS 4-1 i oranżada jest już na wyciągnięcie palca. wszystko wraca do normy, a w przyszłą środę zaliczę swój pierwszy w historii mecz na drugim froncie (gramy z Wartą Poznań). do tej pory byłem tylko raz na meczu z tą drużyną. było to jesienią 1993 roku i doskonale pamiętam jak biliśmy głową w mur strzelając zwycięską bramkę dopiero w 94 minucie meczu. wtedy Górnik po raz ostatni walczył o mistrza, a od tego czasu minęły już ze dwa pokolenia piłkarzy..
kategoria: zapiski                           link bezpośredni
Where the hell is Matt? spotkanie w Seattle..
16.05.2010; 08:05
pamiętacie tańczącego w najdalszych zakątkach świata Matta? o nim i o jego filmie pisałem rok temu w tej notce. dzisiaj spotkaliśmy się z nim, jego dziewczyna i innymi osobami w Volunteer Park w Seattle. Matt przygotowuje kolejny tańczący projekt -- tym razem zamierza przenosić wzorce rzeczywistych tańców z jednego kraju/regionu do drugiego. czyli leci do Południowej Afryki i uczy miejscowych narodowego tańca mieszkańców Kirgistanu, a tydzień później przekazuje Japończykom taniec Afrykańczyków. film będzie montowany z ośmiosekundowych wstawek, wiec jeden trwający minutę taniec będzie wykonywany na kilku kontynentach przez zupełnie rożnych ludzi. i tak dookoła globu..

Matt okazał się całkiem spoko kolesiem -- z dystansem do siebie i duża charyzmą. do tego naładowany energią i gotowy do kolejnych wyzwań. ale przede wszystkim zwykły facet -- jak sam mówił, tym razem rzeczywiście chodzi o taniec, więc czeka go spore wyzwanie. strona Matta tutaj, nowy projekt będziemy śledzili..

















kategoria: zapiski                           link bezpośredni
piast zdegradowany!
15.05.2010; 19:24
nareszcie! długo oczekiwany, o sezon za długo odkładany i w pełni zasłużony spadek piasta z ekstraklasy. za poprzedni sezon, za układy, korupcję, marną frekwencję i ogólną miernotę ten spadek kurczakom się należał. dobranoc, dziękuję.
kategoria: zapiski                           link bezpośredni
sportowa sobota..
25.04.2010; 07:33
sportowa sobota z live streamem przyniosła bardzo dobre wyniki: przegrał piast i jest coraz bliżej spadku. wygrał górnik i ciągle jesteśmy w walce o ekstraklasę. odblokowali się Zahor z Boninem, może coś jeszcze w tej rundzie ustrzelą. przed chwilą Adamek wygrał na punkty z Arreolą i pas mistrzowski w wadze ciężkiej jest już na wyciągnięcie ręki. brawo Góral, ja oczywiście zjadłem buta z nerwów, ale zawsze tak jest gdy oglądam boks zawodowy. przy żadnej innej dyscyplinie się tak nie denerwuję. Tomek zarobił za 36 minut boksowania i 10 minut przerw miedzy rundami półtora miliona dolarów. nieźle. i tylko nasz ligowy hit miedzy wisłą a lechem rozczarował. ale kto by się tam w takim momencie przejmował miszczem kraju..
kategoria: zapiski                           link bezpośredni
w Seattle już wiosna..
26.03.2010; 06:28
wiosna w pełni -- wszystkie zdjęcia pochodzą z terenu kampusu University of Washington.





ten katedro podobny budynek to uniwersytecka biblioteka (Suzzallo Library):










większość poniższych fotek pochodzi z Alei Wiśniowej, znanej z mnóstwa drzew rodem z Japonii:


















kategoria: zapiski                           link bezpośredni
Górnik walczy jak równy z równym z amatorami..
15.03.2010; 22:59
Górnik wygrał pierwszy od wieków mecz o stawkę -- przy zamkniętym w większej części przedwojennym stadionie udało się wymęczyć skromne 1-0 z kopaczami z Gorzowa Wlkp. i co z tego wynika?

nic. a w zasadzie nic pozytywnego. Górnik miał w tej lidze wymiatać. miał miażdżyć rywali, samą swoją nazwą powodować drżenie ich łydek. w rzeczywistości Górnik gra na tak żenującym poziomie, że nikt w tej śmiesznej lidze się naszych kopaczy nie obawia. nikt nie zamyka się na własnym polu karnym, a większość zespołów prowadzi z nami otwartą grę, będąc często drużynami lepszymi. problem tylko w tym, że nasze 'gwiazdy' zarabiają 10 razy więcej od przeciętnego wyrobnika ligowego, a sam budżet Górnika starczyłby innym drużynom na spokojną 5-letnią egzystencję..

Górnik gra tak straszną padakę, gra taką przykrą piłkę, jakiej jeszcze nie pamiętam, a kibicuję przecież od lat dwudziestu. wystarczy napisać, że w ostatnich dwóch meczach Górnik zagroził bramce gości (a młodzież Katowic i Gorzowa to przecież kompletni amatorzy) może łącznie z 3 razy. a może i nawet nie tyle. zero składnych akcji, zero sytuacji, problem z trzema (!!) dokładnymi podaniami. zero dryblingu, zero celnych dośrodkowań, żadnego zagrożenia po stałych fragmentach gry. Polonia Bytom, drużyna za darmo i na pniu sklecona z piłkarzy niepotrzebnych nigdzie indziej ogrywa Legię. Ruch Chorzów, który wcale nie ma lepszych od nas piłkarzy, walczy o mistrza Polski. równie słaba jak my rok temu Cracovia bez problemu zapewnia sobie byt w ekstraklasie. i tylko naszym grajkom sie nie chce, nie wychodzi lub nie potrafią. tego się wręcz nie da oglądać, a na moje nieszczęście Górnik puszczany jest w TV z uporem maniaka..

a najgorsze jest to, że mi ciągle tak bardzo zależy. mam tu kilku chłopaków kibicujących swoim drużynom, ale nikt nie wstaje o 5 rano, żeby obejrzeć mecz swojego zespołu. i jak, do cholery, mam potem tłumaczyć takiemu Brytyjczykowi, że fuksiarsko ograliśmy w lidze taki GieKaPe Gorzów, kiedy jego Manchester United w tygodniu leje Milan cztery do jaja i nikt się tym za bardzo nie podnieca? zapyta się pewnie kolega Brytyjczyk, czy GieKaPe Gorzów jest lepszy od Mediolanu i kiedy ostatnio grał w Lidze Mistrzów. ja nawet nie wspominam, że ostatnio LM w Polsce widzieliśmy przed piętnastoma laty. i tak by w to nie uwierzył..
kategoria: zapiski                           link bezpośredni
Vancouver 2010 cz. IV -- twarze..
04.03.2010; 06:56
kilka znanych osób, które dorwałem w strefie VIP. żeby było śmieszniej, to brak identyfikatora i autoryzacji zauważono u mnie dopiero kiedy opuszczałem to miejsce. widać aparat wystarcza. zresztą kilka z poniższych osób pytało z jakiej jestem gazety, a ktoś bez zastanowienia rzucił, że z Faktu.. dobrze, że nie z Pudelka..

Piotr Nurowski -- prezes PKOl:


Włodzimierz Szaranowicz -- dyrektor TVP Sport:


Piotr Sobczyński -- dziennikarz TVP, to nasze drugie spotkanie po MŚ2006 w Niemczech:


Łukasz Ligocki -- członek Misji Olimpijskiej, brat Michała i kuzyn Pauliny Ligockiej, naszych reprezentantów w snowboardzie:


Tomasz Zimoch -- jeden z najlepszych polskich sprawozdawców sportowych:


dwa Tomki:


i na koniec ja z bukietem zielonego czegoś, co dostała Justyna Kowalczyk na stadionie po zwycięstwie w swoim biegu. tego typu kwiaty otrzymywali wszyscy sportowcy od razu po zawodach, a medale przyznawane były tego dnia wieczorem w miasteczku olimpijskim. walczyłem twardo, bo chyba warto było mieć z tym bukietem zdjęcie pamiątkowe..


kategoria: zapiski                           link bezpośredni
Vancouver 2010 cz. III -- widziane z boku..
02.03.2010; 08:28
w czasie trwania olimpiady nie można było dojechać Whistler własnym samochodem. w zamian organizatorzy zapewnili dojazd autobusami z Vancouver -- bilet kosztował ok 50$, a sama podróż trwała ok 2.5h w jedną stronę. po przyjeździe na miejsce kilka niespodzianek: w kasach wciąż były bilety i to nie tylko na narciarstwo (również na finał hokeja!), a dookoła panowała wyjątkowo polska atmosfera. na zawodach stawiło się wielu naszych rodaków (głównie tych na stałe mieszkających w Kanadzie i Stanach), a polskie 'dzień dobry, jak się mash?' słyszane było ze wszystkich stron, głównie od osób pracujących przy obsłudze. szybko dostaję się na stadion, a tu kolejny szok: grupa ok 10 osób rozwija flagę z napisem 'GLIWICE'.. sam bieg trwał ok półtorej godziny, a ja w tym czasie przeszedłem całą trasę, na którą składały się po trzy okrążenia dwóch pętli. fajnie, że nie trzymano kibiców w okolicach stadionu, bo klimat wyścigu był o wiele lepszy poza miejscem rozkrzyczanego tłumu. spotykam wielu rodaków, jak również kibiców z Norwegii, Szwecji, Estonii, Japonii czy Alaski.. po biegu udaje mi się przedostać do strefy VIP-ów (hehe, który to już raz korzystam z wyuczonej przed laty metody wchodzenia 'na krzywy ryj') i rozmawiam z przedstawicielami polskich mediów. jest Szaranowicz, Piotr Sobczyński (mówię mu, że zrobiliśmy sobie zdjęcie przed meczem Niemcy-Polska na MŚ w roku 2006), Tomasz Zimoch. do tego władze polskiego narciarstwa i PKOl, ale o tym w kolejnej notce.. wyjazd zdecydowanie się udał: mamy historyczne złoto, mega emocje, gdyby tylko pogoda była trochę lepsza..

































kategoria: zapiski                           link bezpośredni
szósta trzydzieści..
23.02.2010; 06:38
w sobotę zwlokłem się z ciepłego łóżka już przed szóstą i wybrałem się na wschód słońca. różne myśli przychodziły mi do głowy w trakcie szukania spodni po ciemnym pokoju -- Seattle jeszcze śpi, żywej duszy na dworze, cicho wszędzie. jednak po dotarciu na miejsce osłupiałem: w rzędzie stało już tam szesnastu fotografów z szesnastoma rozłożonymi statywami. grzecznie stanąłem sobie na końcu linii i tym sposobem było nas już siedemnastu. wschód nastąpił ok 6.30 i bardzo ciepłym światłem przepełnił panoramę downtown. bardzo wyraźnie widoczny był oddalony o ok 100km wulkan Mt Rainier. poniżej panorama okolicy i kilka późniejszych (w zasadzie zdjęcie drugie pstryknięte było jako pierwsze, od razu po przyjeździe) fotek okolicy. ahh, w pięknym miejscu obecnie mieszkamy..













kategoria: zapiski                           link bezpośredni
Vancouver 2010
20.02.2010; 05:49
miał być Małysz w sobotę (dzisiaj) na dużej skoczni, a będzie Kowalczyk w sobotę (za tydzień) w biegu na 30km. dzisiaj udało mi się dostać bilet na Cross-Country Skiing i to po cenie w miarę normalnej -- nie musiałem płacić 700% ceny nominalnej! co jednak na mapie tej części świata wydaje się rzutem beretem (odległość Seattle - Vancouver - Whistler), w rzeczywistości przekłada się na ok 6 godzin jazdy. bieg Justyny rozpoczyna się ok 11 (czasu Pacyficznego), ale będziemy musieli wyjechać już przed 4 nad ranem. dojazd do granicy amerykańsko-kanadyjskiej to ok 2h, nie wiadomo ile przyjdzie nam czekać na granicy, bo bywają tam straszne kolejki. potem centrum Vancouver, parking i dojazd specjalnym (nie, nie chodzi o paraolimpiadę :) olimpijskim autobusem do Whistler, co również trwa ok 3 godzin.. no zobaczymy, jestem dobrej myśli. zresztą któż by nie był po dwóch medalach naszej zawodniczki. planuję wpaść na trasę i zrobić dobre zdjęcia, ale kto wie jak będzie -- pewnie znowu poszaleją z ograniczeniami. jeśli będę musiał siedzieć na krzesełku to nerwowo nie zdzierżę.. dobrze, ze mam szalik Polski..



kategoria: zapiski                           link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: Józek Petarda nie żyje.. część 1.
12.09.2005; 00.41
w Kłobucku zwykle zdarzenie goni zdarzenie.. nie dalej jak po kilku browarach wypitych razem z Bratem, które zresztą nastąpiły po Napoleonie wypitym z Wujkiem i po Zawiszy Czarnym obróconym z Ojcem dowiedziałem się, że na Józka już kres przyszedł. przydomek, jak pewnie się domyślacie, nasz bohater czerpał z wykonywanego zawodu, a jego fajerwerki, często i chętnie rozświetlały chmurne (lub bezchmurne) kłobuckie niebo..
problem w tym, że Józek nie żyje, a zginął (o ironio losu..) właśnie od petardy. zresztą tego można się było spodziewać, ryzyko zawodowe. tyle w temacie..

a kolejnych części nie będzie. to tylko taka aluzja do filmu Mela Brooksa pt. Historia Świata: Część I, który właściwie to nie miał nic wspólnego z petardami..

dobranoc Państwu.
kategoria: przemyślenia                           link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 416.