Tomasz Ankudowicz -- tomxx.net 3.0 fotoblog | podróże | trekearth | info | [home]
kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
wielkanocne podróżowanie..
09.04.2007; 20.00
cztery wolne dni pozwoliły mi wreszcie ruszyć się za miasto -- odwiedziłem kilka fantastycznych miejsc, w skrócie: 300km samochodem, 30km pieszo, ok 400 fotek. po kolei:

Netley Abbey, hrabstwo Hampshire

abbey to opactwo, czyli zespół historycznych budowli przeznaczenia religijnego wznoszonych przed wiekami przez mnichów. pierwszym tego typu urokliwym miejscem, na które się natknąłem w Anglii były ruiny w miasteczku Netley, niedaleko Southampton. zespół budynków wznoszonych ok. roku 1239 składał się oczywiście z kościoła oraz z mniejszych zabudowań, które łącznie składały się na dużych rozmiarów klasztor. do roku 1700 Netley Abbey było zamieszkiwane, później, gdy miejsce zostało porzucone, rozpoczęła się kariera jednego z najpiękniejszych na południu Anglii obiektu fotograficznego. eksploracja tego miejsca to jak wędrówka w czasie: porusza się po małych niezadaszonych pomieszczeniach, przechodzi się przez kolejne drzwi, mija toalety, pomieszczenia pracy, szpital, by wreszcie dojść do ogromnego miejsca, które kiedyś było świątynią. jest w tym coś niesamowitego -- samotna wędrówka przez opustoszałe ruiny, przy święcącym słońcu, po zielonym trawiastym dywanie. wspaniałe gotyckie łuki, gdzieniegdzie z murów kwitnąco wyrastają żółte kwiaty, a przez jedno z pomieszczeń nadal przepływa strumień -- pozostałość pomysłu gwarantującego budowli stały dostęp do krystalicznej wody.. miejsce fantastyczne i jak napisali w przewodniku: hidden in a leafy corner that seems worlds away from the suburbs of Southampton that surround it..

omijając Southampton na które jeszcze pzyjdzie czas udaliśmy się do Winchesteru. to piękne średniowieczne miasteczko, gdzie naszym celem była Winchester Great Hall z historycznym Okrągłym Stołem kojarzonym głównie z rycerzami Króla Artura. gdy jednak okazało się, że to fake i że obraz stołu został namalowany w roku 1522 miejsce to opuściliśmy skupiając się na obiedzie i znanej, wzniesionej w XI wieku katedrze. była ona świątynią Zakonu Benedyktynów, pozostała od czasu Reformacji macierzystym kościołem Diecezji Winchesterskiej i domem dla społeczności ludzi, którzy pracują dla chwały Boga i dla tworzenia lepszego świata. całkiem ciekawie prezentują się tereny przykościelne zwane 'the Close', gdzie wśród zieleni odpoczywają turyści jedząc i pijąc wśród grobów różnych średniowiecznych postaci. przekomicznie wyglądała scena młodzieżowego pijaństwa siedzącej okrakiem na grobach ekipy..

wieczór Wielkiego Piątku zarezerwowaliśmy sobie dla Stonehenge w hrabstwie Wiltshire -- dla surowych kamiennych bloków, które od lat otacza aura odwiecznej tajemniczości. kto i kiedy wzniósł tą budowlę? w jakim celu podjęto się tak trudnej jak na owe czasy pracy? teorii dotyczących Kamiennych Kręgów (z języka staro-angielskiego: stan oznaczało kamień (ang. stone), a hencg -- otaczać (ang. hinge)) powstały setki, niektóre poparte naukowymi badaniami, a inne zupełnie niedorzeczne. dowiedziono, że Stonehenge powstawał przez kilkaset lat ery megalitu, począwszy od roku 2950 pne, jednak miejsce na którym powstała budowla zyskało znaczenie kulturowe jeszcze wcześniej -- świadczą o tym liczne groby w okolicy. sama budowla składała się z dwóch kręgów ułożonych w kształcie podkowy -- jej oś wskazuje wschód Słońca w okresie przesilenia letniego oraz kierunek zachodu Słońca podczas przesilenia zimowego. pierwsza grupa kamieni pochodzi z okolic Marlborough (35 km stąd), druga -- aż z płd-wsch. Walii, 250 km od Stonehenge. wiele powstających przez lata teorii dowodzi, że miejsce i sam kształt Kręgów świadczą o ogromnej wiedzy mieszkańców Ziemii sprzed 5000 lat, że dokładnie zbadano ruchy Księżyca, że znano terminy zaćmień Słońca, znano wszystkie (!) planety układu słonecznego, potrafiono przewidywać kulminacyjne dla życia na Ziemi momenty w roku.. okazuje się bowiem, że pradawna astronomia stanowiła istotną część życia społecznego i systemu światopoglądowego..

mój pierwszy 'kontakt' ze Stonehenge to gra komputerowa Moonstone z 1993 roku, która zawładnęła moim umysłem. po latach udało mi się wreszcie dotrzeć na tą wietrzną równinę w okolicy miasta Salisbury i choć oficjalnie na teren budowli nie wszedłem -- Stonehenge zrobiło na mnie duże wrażenie. napisano, że Stonehenge ma ogromny dar do rozczarowywania odwiedzających -- dwie ruchliwe autostrady, komercyjny parking, itp. dla mnie jednak było coś wspaniałego w fakcie, że stoję nieopodal (przeskoczyliśmy z ziomalami przez płot i leżąc na starym jak świat kurhanie pstrykaliśmy fotki) tak znanej i tajemniczej budowli. co myśleli jej twórcy? czy zdawali sobie sprawę, że tworzą coś historycznego? czy wiedzieli, że 5 tysięcy lat później ludzkość wciąż będzie miała problemy z rozwikłaniem ich zagadki? pewnie nie wiedzieli, że pewnego kwietniowego wieczoru taki jeden zwykły tomxx, który urodził się 1500 km od tego miejsca, przyjrzy się ich dziełu, przeczeka na trawie do zachodu słońca, by później w skupieniu zrobić fantastyczne zdjęcia.. pewnie nie wiedzieli, pewnie nie myśleli wówczas o tym, mieli inne zmartwienia..

kolejny dzień upłynął mi na wędrówce wzdłuż South Down trail. to jeden z najpiękniejszych i najefektowniejszych szlaków turystycznych w Anglii. to trasa, która oferuje odwiedzającym ucieczkę od problemów codzienności -- to get away from it all, jak mawiają miejscowi. rozciąga się na długości ponad 100km południowego wybrzeża Wielkiej Brytanii od Eastbourne do Winchesteru, charakteryzując się malowniczymi trawiastymi przestrzeniami, pofałdowaniem terenu i potężnymi wapiennymi śnieżnobiałymi klifami. trasa może być pokonana pieszo w ok. tydzień, konno lub rowerem w 2 dni (na całej długości występują liczne schroniska). począwszy od kurortu Eastbourne (który, jak każdy szanujący się angielski kurort wyposażony jest w ogromne molo), kierując się na zachód szlak pokrywa się ze starymi ścieżkami i drogami, niestety jest to tak popularne miejsce, że częstotliwość występowania istnień ludzkich zbliżona jest do naszych Tatr w długi weekend majowy. ja przeszedłem szlakiem ok 12km, do parku krajobrazowego przy klifach zwanych Seven Sisters. jednak najpiękniejszym momentem wędrówki jest..

Beachy Head -- malowniczy przylądek, który stanowi jednocześnie najwyższy wapienny klif Wielkiej Brytanii wznosząc się 162m nad poziom morza. miejsce to nie ma nic wspólnego z plażą, a kształtowana przez setki lat nazwa pochodzi z j. francuskiego gdzie oznaczała Przepiękny Przyczółek. znajdująca się u jego stóp latarnia morska to dla żeglarzy minionych lat ważny punkt nawigacyjny, a miejsce to opiewane jest w nieśmiertelnej pieśni 'spanish ladies', czy jak kto woli -- 'hiszpańskie dziewczyny':

The first land we sighted was called the Dodman,
Next Rame Head off Plymouth, off Portsmouth the Wight;
We sailed by Beachy, by Fairlight and Dover,
And then we bore up for the South Foreland light.
po naszemu trochę inaczej, jednak kultowo i pięknie:

A potem znów żagle na masztach rozkwitną,
Kurs szyper wyznaczy do Portland i Wight,
I znów stara łajba potoczy się ciężko
Przez fale w kierunku na Beachie, Fairlee Light.

legenda mówi, że światło na Beachy Head rozbłysło już w 1670 roku ostrzegając żeglarzy przed stromymi brzegami Sussex Downs. znacznie później, w roku 1828 sir James Walker zbudował latarnię, którą nazwał Belle Toute Lighthouse (czyli Bardzo Ładna Latarnia Morska), a w roku 1902 nadano jej dzisiejszy kształt. legendarna latarnia ma 43 metry wysokości, co 20 sekund pulsuje dwoma jasnymi światłami, które widoczne są do 26 mil morskich od brzegu, na skutek erozji znajduje się już 17m od brzegu, a w 1983 roku została zautomatyzowana i dzisiaj nie wymaga już obecności człowieka.. choć nie jestem i nigdy nie byłem żeglarzem to na widok klasycznej latarni morskiej przeżywam coś w rodzaju przygodowej ekscytacji -- myślę nawet, że nie tylko ja, wystarczy spojrzeć na całą masę odwiedzających to miejsce turystów. wpatrzeni w dal morza, siedzący wysoko na klifach, wśród pisku mew podziwiający piękno biało-czerwonego budynku..

Beachy Head, z uwagi na swoją wysokość, jest niestety także idealnym miejscem do popełnienia samobójstwa. każdego roku z życiem żegna się tu kilkanaście osób -- ja zauważyłem 3 krzyże, na dwóch były imiona: Michael i Maggie.
kategoria: podróże                           link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: Przystanek Alaska trip.. cz. II -- kilka słów o Roslyn..
24.03.2010; 05:16
miasteczko Cicely -- filmowy Przystanek Alaska, czyli Roslyn/WA to osada górnicza. powstała w 1886 roku, a jej głównym zadaniem było wydobycie węgla dla dynamicznie rozwijającej się linii kolejowej korporacji Northern Pacific Railway. w końcówce XIX wieku głównym zadaniem przemysłu kolejowego było przebicie się przez góry Kaskadowe i osiągniecie zatoki Pudget Bay w okolicach Seattle..

dzisiejsze Roslyn zamieszkuje nieco ponad 1000 osób i gdyby nie serialowa sława, miasteczko prawdopodobnie zaginęłoby w pomroce dziejów. w oczy rzuca się nieregularna i krzywa drewniana zabudowa, przypominająca miasteczka znane z klasycznych westernów. centralnym punktem jest Pennsylvania Avenue wokół której rozłożone są serialowe zabudowania. mieszkańcy od ponad stu lat gromadzą się w knajpce zwanej 'The Brick', która jest najstarszą wciąż działającą tawerną w stanie Waszyngton. budynek pubu powstał z kilkudziesięciu tysięcy cegieł, a samo miejsce, zarządzane przez Hollinga, bardzo często przewijało się w serialu..

co oprócz pubu? oczywiście gabinet dr. Fleishmanna, malownicza rupieciarnia Ruth-Anne i radio KBHR z którego nadawał Chris o Poranku. to wszystko warto zobaczyć, warto jednak również spojrzeć na tą bardziej rzeczywistą część osady: muzeum górnictwa, szlak opuszczonych kopalń czy budynek lokalnego browaru. to miasteczko, choć ciche, wciąż oferuje wiele tajemnic. a czasem, raz w roku, naprawdę mamy szansę usłyszeć głos Chrisa, spotkać piękną Maggie, czy pomilczeć wspólnie z asystentką doktora, Marilyn. aktorzy odwiedzają Roslyn raz do roku, a meeting ów nosi nazwę Moosefest, o czym była mowa w filmie poniżej. przyjeżdża sporo fanów, pojawiają się aktorzy i prawdopodobnie i my się tam pojawimy 23 czerwca 2010 roku. mam nadzieję, że będzie również przerośnięty łoś..

















cmentarz w Roslyn, jeden z 25 w okolicy, to jakby osobna historia, ściśle jednak wpisana w losy tej niewielkiej osady. służył tysiącom górników, a jego wyjątkowość polega na pogrupowaniu grobów wg kryteriów geograficznych i wyznaniowych. oddzielne sekcje poświęcone różnym narodowościom obejmują te najliczniejsze grupy imigrantów: Chorwatów, Serbów, Niemców czy Włochów, ale jest też sekcja polska. a w zasadzie polsko-litewska, gdyż nasi rodacy spoczywają ramię w ramię z drugą nacją Rzeczypospolitej Obojga Narodów. do dnia dzisiejszego zachowało się 27 polskich grobów, jednak mało kto pamięta o losach zmarłych tu ludzi. udało mi się natomiast porozmawiać z osobą zajmującą się tym cmentarzem, która potwierdziła, iż potomkowie przybyłych tu Polaków nadal mieszkają w okolicy Roslyn..






kategoria: podróże                           link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 415.