kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
kilkudniowe kręcenie się po Lizbonie i jej okolicach miało się ku
końcowi -- czas naglił i nadeszła pora bardziej zdecydowanej podróży w
kierunku północnym, w regiony Estremadura i Ribatejo. kolejnym etapem
naszego portugalskiego szlaku miała być malownicza trasa biegnąca wzdłuż
Tagu (port. Tejo), w kierunku Santarem, Tomaru i Abrantes -- starych jak
świat miast, gdzie kulturalne prądy średniowiecznego chrześcijaństwa
przez wieki mieszały się z wpływami plemion afrykańskich (głównie
Maurów). planowałem przebić się przez most Vasco da Gamy, a następnie
obejrzeć m.in. ośrodek rycerski w Tomarze (główna siedziba portugalskich
templariuszy) i romantycznie usytuowany na wysepce pośrodku Tagu Castelo
de Almourol w okolicach Abrantes.. nie pierwszy jednak raz rzeczywistość
złagodziła moje ambitne plany i dałem się przekonać do podróży wzdłuż
wybrzeża Costa da Prata, w kierunku jedynego oprócz Nazare większego
kurortu morskiego -- Peniche..
to właśnie tutaj po raz pierwszy dane nam było położyć się na upalnych
piaskach plaż i zaznać kąpieli w słonej, choć niezbyt zachęcającej
temperaturą wodzie Atlantyku. na zboczach klifów białe domki opierają
się porywistym, płn-zach. wiatrom, nad miastem góruje Fortaleza, jednak
największą zaletą miasteczka jest zachowana w pełni rybacka tradycja --
nie ma tu zbyt wielu turystów, co akurat wyszło osadzie na
dobre..
późnym popołudniem dojeżdżamy do Obidos i jest
to pierwsze miasteczko w tym kraju, którym rzeczywiście jestem
zauroczony. wizytówką grodu są mury miejskie (po których można, a nawet
należy się przejść dookoła) i górujący nad okolicą zamek. Obidos to
stare średniowieczne miasteczko z wąskimi brukowanymi uliczkami,
białymi
domkami ozdabianymi żółtymi i niebieskimi podmurówkami, które zachowało
autentyczność, gdyż nie ma tu żadnych nowych obiektów, a liczne sklepy z
pamiątkami i kawiarnie usytuowano w historycznych obiektach. miejsce co
prawda żyje z turystyki, jednak swoją urokliwość zawdzięcza także
normalnie toczącemu się tu życiu: dzieciaki biegają po stromych
uliczkach, ktoś przesadza zawieszone wysoko pod okiennicami kwiaty,
starsze panie siedzą na ławce kontemplując wydarzenia ciepłego
popołudnia. to miejsce prawdziwe -- pierwsze, gdzie panujący klimat i
moje wewnętrzne odczucia pozostają w zgodzie z relacjami zawartymi w
przewodnikach turystycznych. sama historia osady nie jest wyjątkowo
szczególna -- była ona okupowana przez Maurów, a potem przeszła w ręce
chrześcijan. Castelo w obecnej
formie to zasługa niezmordowanego
budowniczego zamków, króla Dionizego I. leniwie popijając kawę poznajemy
właściciela kafejki. koleś tu się urodził, tu spędza całe życie i
twierdzi, że tu będzie jego grób. równolegle ze sprawami świata jest na
bieżąco i spokojnie potwierdza dobrą grę Polaków w niedawnym meczu, ale
wie, że Portugalczycy także awansują do EURO 2008. po zapadnięciu zmroku
naświetlamy uliczki chcąc zapisać na zdjęciach choć trochę atmosfery
tego miejsca. wówczas, po raz kolejny pozytywnie zaskoczeni, wdajemy się
w rozmowę
z lokalnym mieszkańcem Obidos -- gościu nad wyraz otwarty i
przyjazny zaprasza do swojego domu, a później przez pół godziny objaśnia
WSZYSTKIE warte odwiedzenia miejsca w Portugalii. pasjonat podróży i
miłośnik średniowiecznego piękna i spokoju -- właśnie dlatego tu mieszka
i z chęcią daje wskazówki potwierdzające opinię niezwykle pozytywnie
zakręconej nacji..
bogaty w wydarzenia dzień kończymy w Fatimie, do której przybywamy ok
22.30. kończy się właśnie cowieczorna procesja światła, choć nawet bez
niej nie da się pomylić tego miejsca z żadnym innym. to tutaj, w
'portugalskiej Częstochowie' trójka młodych pasterzy była świadkiem
kilkukrotnego objawienia się Matki Boskiej, po raz pierwszy 13. maja
1917 r. odtąd miasto odwiedza nawet 2 mln pielgrzymów rocznie. miasta
nie da się z niczym pomylić, gdyż wszystko podporządkowane jest tu
Kultowi Maryjnemu. w centrum potężne sanktuarium i ogromny plac
przewyższający rozmiarem nawet ten watykański. ŻADNEJ knajpki, tysiące
sklepików, w których dumnie prężą się poukładane wg wzrostu Maryjki.
humorystycznie ukazane przez Cejrowskiego w jednym z odcinków 'Boso
przez świat' miejsce jest jednak wypełnione wiarą -- i widać to na
każdym kroku.
palone w osobistych intencjach ogromne świece, pochody
przemierzających plac na kolanach wierzących, śpiewy, modlitwy i
skupienie. wzięliśmy udział we mszy w j. portugalskim, ale z kazania za
wiele nie wyniosłem. aby najbliżsi także mieli coś z naszej wycieczki,
nasze mamy i babcię wyposażamy w święcone wody i metalowe statuetki
Maryjek :) stronimy od kiczu, choć nie jest to proste w tym miejscu:
wszystko się mieni, mruga, gra i pulsuje. kolory tęczy nad głowami
świętych stawiają w mojej głowie pytania, czy aby przypadkiem chcieliby
oni być po wieki wieków prezentowani w takiej kiczowatej
otoczce..
około południa dnia następnego meldujemy się w Batalhi -- i jesteśmy
oszołomieni potęgą i pięknem stojącego tu opactwa Mosteiro de Santa
Maria da Vitoria. katedra Najświętszej Marii Panny została wzniesiona w
latach 1388-1533 jako podziękowanie Bogu za zwycięstwo Portugalczyków w
bitwie nad Kastylijczykami (Batalha oznacza po prostu 'bitwa'). furta i
zewnętrzne mury charakteryzują niezwykle bogate zdobienia
przedstawiające średniowieczny światopogląd i
postrzeganie świata oraz
Boga. wnętrze zachowało surowy gotycki charakter, a przenikające przez
kolorowe witraże słońce oświetla wnętrze, nadając mu iście bajkowego
wyglądu (co widać w fotoblogu). ciekawą częścią opactwa jest Capelas Imperfeitas
(Niedokończona Kaplica) -- pozbawione dachu ośmiokątne bogato zdobione
mury. kaplic z niewiadomych przyczyn nigdy nie nie ukończono, jednak
manuelińskie zdobienia robią
na mnie ogromne wrażenie. pod rzeźbione
motywy można włożyć palec, całość jest rzeźbiona z każdej strony, co
tłumaczy, dlaczego budynek powstawał tak długo. ogrom pracy widać w
każdym zakątku tego miejsca, gdzie kamień, jak sznur, wije się i
przeplata. wychodząc z katedry czujemy spiekotę dnia -- jest środek
września, jednak w tej szerokości geograficznej wciąż trwa upalne lato.
żar leje się nieubłaganie, dlatego kilka następnych godzin spędzamy w
przyjemnie klimatyzowanej Toyocie kierując się trasą IC3 do Coimbry..
Portugalia cz. 3. -- na północ! przez Estramadurę i Ribantejo..
24.10.2007; 00.08
kilkudniowe kręcenie się po Lizbonie i jej okolicach miało się ku
końcowi -- czas naglił i nadeszła pora bardziej zdecydowanej podróży w
kierunku północnym, w regiony Estremadura i Ribatejo. kolejnym etapem
naszego portugalskiego szlaku miała być malownicza trasa biegnąca wzdłuż
Tagu (port. Tejo), w kierunku Santarem, Tomaru i Abrantes -- starych jak
świat miast, gdzie kulturalne prądy średniowiecznego chrześcijaństwa
przez wieki mieszały się z wpływami plemion afrykańskich (głównie
Maurów). planowałem przebić się przez most Vasco da Gamy, a następnie
obejrzeć m.in. ośrodek rycerski w Tomarze (główna siedziba portugalskich
templariuszy) i romantycznie usytuowany na wysepce pośrodku Tagu Castelo
de Almourol w okolicach Abrantes.. nie pierwszy jednak raz rzeczywistość
złagodziła moje ambitne plany i dałem się przekonać do podróży wzdłuż
wybrzeża Costa da Prata, w kierunku jedynego oprócz Nazare większego
kurortu morskiego -- Peniche..
to właśnie tutaj po raz pierwszy dane nam było położyć się na upalnych
piaskach plaż i zaznać kąpieli w słonej, choć niezbyt zachęcającej
temperaturą wodzie Atlantyku. na zboczach klifów białe domki opierają
się porywistym, płn-zach. wiatrom, nad miastem góruje Fortaleza, jednak
największą zaletą miasteczka jest zachowana w pełni rybacka tradycja --
nie ma tu zbyt wielu turystów, co akurat wyszło osadzie na
dobre..
późnym popołudniem dojeżdżamy do Obidos i jest
to pierwsze miasteczko w tym kraju, którym rzeczywiście jestem
zauroczony. wizytówką grodu są mury miejskie (po których można, a nawet
należy się przejść dookoła) i górujący nad okolicą zamek. Obidos to
stare średniowieczne miasteczko z wąskimi brukowanymi uliczkami,
białymi
domkami ozdabianymi żółtymi i niebieskimi podmurówkami, które zachowało
autentyczność, gdyż nie ma tu żadnych nowych obiektów, a liczne sklepy z
pamiątkami i kawiarnie usytuowano w historycznych obiektach. miejsce co
prawda żyje z turystyki, jednak swoją urokliwość zawdzięcza także
normalnie toczącemu się tu życiu: dzieciaki biegają po stromych
uliczkach, ktoś przesadza zawieszone wysoko pod okiennicami kwiaty,
starsze panie siedzą na ławce kontemplując wydarzenia ciepłego
popołudnia. to miejsce prawdziwe -- pierwsze, gdzie panujący klimat i
moje wewnętrzne odczucia pozostają w zgodzie z relacjami zawartymi w
przewodnikach turystycznych. sama historia osady nie jest wyjątkowo
szczególna -- była ona okupowana przez Maurów, a potem przeszła w ręce
chrześcijan. Castelo w obecnej
formie to zasługa niezmordowanego
budowniczego zamków, króla Dionizego I. leniwie popijając kawę poznajemy
właściciela kafejki. koleś tu się urodził, tu spędza całe życie i
twierdzi, że tu będzie jego grób. równolegle ze sprawami świata jest na
bieżąco i spokojnie potwierdza dobrą grę Polaków w niedawnym meczu, ale
wie, że Portugalczycy także awansują do EURO 2008. po zapadnięciu zmroku
naświetlamy uliczki chcąc zapisać na zdjęciach choć trochę atmosfery
tego miejsca. wówczas, po raz kolejny pozytywnie zaskoczeni, wdajemy się
w rozmowę
z lokalnym mieszkańcem Obidos -- gościu nad wyraz otwarty i
przyjazny zaprasza do swojego domu, a później przez pół godziny objaśnia
WSZYSTKIE warte odwiedzenia miejsca w Portugalii. pasjonat podróży i
miłośnik średniowiecznego piękna i spokoju -- właśnie dlatego tu mieszka
i z chęcią daje wskazówki potwierdzające opinię niezwykle pozytywnie
zakręconej nacji..
bogaty w wydarzenia dzień kończymy w Fatimie, do której przybywamy ok
22.30. kończy się właśnie cowieczorna procesja światła, choć nawet bez
niej nie da się pomylić tego miejsca z żadnym innym. to tutaj, w
'portugalskiej Częstochowie' trójka młodych pasterzy była świadkiem
kilkukrotnego objawienia się Matki Boskiej, po raz pierwszy 13. maja
1917 r. odtąd miasto odwiedza nawet 2 mln pielgrzymów rocznie. miasta
nie da się z niczym pomylić, gdyż wszystko podporządkowane jest tu
Kultowi Maryjnemu. w centrum potężne sanktuarium i ogromny plac
przewyższający rozmiarem nawet ten watykański. ŻADNEJ knajpki, tysiące
sklepików, w których dumnie prężą się poukładane wg wzrostu Maryjki.
humorystycznie ukazane przez Cejrowskiego w jednym z odcinków 'Boso
przez świat' miejsce jest jednak wypełnione wiarą -- i widać to na
każdym kroku.
palone w osobistych intencjach ogromne świece, pochody
przemierzających plac na kolanach wierzących, śpiewy, modlitwy i
skupienie. wzięliśmy udział we mszy w j. portugalskim, ale z kazania za
wiele nie wyniosłem. aby najbliżsi także mieli coś z naszej wycieczki,
nasze mamy i babcię wyposażamy w święcone wody i metalowe statuetki
Maryjek :) stronimy od kiczu, choć nie jest to proste w tym miejscu:
wszystko się mieni, mruga, gra i pulsuje. kolory tęczy nad głowami
świętych stawiają w mojej głowie pytania, czy aby przypadkiem chcieliby
oni być po wieki wieków prezentowani w takiej kiczowatej
otoczce..
około południa dnia następnego meldujemy się w Batalhi -- i jesteśmy
oszołomieni potęgą i pięknem stojącego tu opactwa Mosteiro de Santa
Maria da Vitoria. katedra Najświętszej Marii Panny została wzniesiona w
latach 1388-1533 jako podziękowanie Bogu za zwycięstwo Portugalczyków w
bitwie nad Kastylijczykami (Batalha oznacza po prostu 'bitwa'). furta i
zewnętrzne mury charakteryzują niezwykle bogate zdobienia
przedstawiające średniowieczny światopogląd i
postrzeganie świata oraz
Boga. wnętrze zachowało surowy gotycki charakter, a przenikające przez
kolorowe witraże słońce oświetla wnętrze, nadając mu iście bajkowego
wyglądu (co widać w fotoblogu). ciekawą częścią opactwa jest Capelas Imperfeitas
(Niedokończona Kaplica) -- pozbawione dachu ośmiokątne bogato zdobione
mury. kaplic z niewiadomych przyczyn nigdy nie nie ukończono, jednak
manuelińskie zdobienia robią
na mnie ogromne wrażenie. pod rzeźbione
motywy można włożyć palec, całość jest rzeźbiona z każdej strony, co
tłumaczy, dlaczego budynek powstawał tak długo. ogrom pracy widać w
każdym zakątku tego miejsca, gdzie kamień, jak sznur, wije się i
przeplata. wychodząc z katedry czujemy spiekotę dnia -- jest środek
września, jednak w tej szerokości geograficznej wciąż trwa upalne lato.
żar leje się nieubłaganie, dlatego kilka następnych godzin spędzamy w
przyjemnie klimatyzowanej Toyocie kierując się trasą IC3 do Coimbry..kategoria: podróże link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: uczucie
07.05.2005; 23.32
"To look life in the face,
always, to look life in the face,
and to know it for what it is...
to see it for what it is,
at last, to love it for what it is,
and then to put it away."
Virginia Woolf
otóż uczucie, które pozwala pokonać wszelkie przeciwności, odgrywa w tej powieści sporą rolę..
always, to look life in the face,
and to know it for what it is...
to see it for what it is,
at last, to love it for what it is,
and then to put it away."
Virginia Woolf
otóż uczucie, które pozwala pokonać wszelkie przeciwności, odgrywa w tej powieści sporą rolę..
kategoria: cudze link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 415.