Tomasz Ankudowicz -- tomxx.net 3.0 fotoblog | podróże | trekearth | info | [home]
kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
Portugalia cz. 8 (ostatnia) -- śladami morskich podróżników..
20.12.2007; 15.10
dojeżdżamy do Lagos -- miasta znanego z bogatych tradycji morskich i burzliwej historii. zostało założone przez Kartagińczyków w V w. pne., później zajęte przez Rzymian, a w XV w. trafiło pod panowanie portugalskie. to tutaj, na Praca da Republica znajdował się pierwszy portugalski targ niewolników. stoi tu również pomnik Henryka Żeglarza, który z tego miejsca wysyłał statki na średniowieczne wyprawy w nieznane. krążąc po mieście w poszukiwaniu wietrznego internetu docieramy na Praia Dona Ana -- jednej z bardziej znanych plaż zachodniej części regionu Algarve. Lagos ma kilka ślicznych zatoczek i plaż: szczególnie tutaj na Praia Don Ana oraz dalej na zachód, w kierunku Ponta da Piedade, dokąd lokalni rybacy zabierają na wyprawy łódką (10 E od osoby, żadnych zniżek nawet dla kobiet w ciąży). łagodne do tej pory wybrzeże zaczyna się podnosić, a niekończąca się walka morza z wapiennymi skałami wykształciła klify -- swoistą wizytówkę tego miejsca. szybko znajdujemy pensjonat i uderzamy na plażę.. po godzinie mam dość i zaczynam kombinować. ze skał po prawej stronie wystaje kawałek sznura, oczywistą oczywistością wskazując, że .. coś tam jeszcze jest. wspinam się, przechodzę, skaczę, schylam pod ogromnym masywem, czołgam prawie po piasku i .. oto jestem. sam, na plaży odgrodzonej od świata ze wszystkich stron. po chwili odkrywam jeszcze kilka osób, ale zawsze to kilka a nie kilka tysięcy leniwych Europejczyków. po chwili po linie wspina się Agata i rozkładamy się w ciszy i spokoju. jedyny minus takiej lokalizacji to .. brak słońca. plaża przypomina komin z otworem u góry, a że było już mocno po południu i słońce daleko na zachodzie, to nie wpadało na naszą zamkniętą plażę. robię kilka ujęć skalistego wybrzeża, wdając się w pewnym momencie w krótką, acz zażarta dyskusję z krabem, po której ten ostatni obrażając się poszedł poszukać sobie innego wilgotnego miejsca.. wieczorem spacerujemy po okolicy delektując się niesamowitą różnorodnością klifowego wybrzeża. wspinamy się tam gdzie nie wolno, wchodzimy tam gdzie zamknięte. urwiska skalne rzeczywiście robią wrażenie, a potęguje je jeszcze żółtawa poświata pomarańczowo zachodzącego słońca. po chwili docieramy do latarni morskiej, gdzie zakręcająca ścieżka nakazuje powrót do hotelu..

następnego dnia czeka nas ostatni odcinek naszej portugalskiej przygody -- na zachód, do samego końca. jedziemy w stronę Sagres -- miasteczka rybackiego z portem w zatoce Baleeira, a następnie w kierunku Cabo de Sao Vincente (półwysep Św. Vincenta), który niegdyś przez Rzymian i innych starożytnych żeglarzy uważany był za kraniec świata (O Fim do Mundo), a obecnie jest tylko południowo-zachodnim krańcem Europy. tutaj pogoda już nikogo nie rozpieszcza -- wieje bez przerwy, jest zimno i pochmurno. dość długo jedziemy monotonną drogą wzdłuż wybrzeża: dookoła wyłącznie kamienie, brak osad ludzkich, zupełny brak roślinności -- to wszystko wzmaga poczucie zupełnej pustki. mijamy historyczną warownię z XV wieku zwaną Fortaleza de Sagres, gdzie Henryk Żeglarz urządził pierwszą na świecie Akademię Morską zapraszając tu najwspanialszych żeglarzy, kartografów, astronomów tamtych lat. znajduje się tu 43-metrowa róża wiatrów, która była pomocna w kształceniu portugalskich oficerów przygotowując ich do zamorskich wypraw.. jadąc dalej mijamy smaganą wiatrem Fortaleza de Beliche, a po kilku kilometrach naszym oczom ukazuje się ostatnia na tym kontynencie latarnia morska. poubierani w kurtki i swetry ludzie tłoczą się wokół przydrożnego targu, na którym kupujemy Agacie bransoletkę, a mi portugalskiego Marynarza. z każdej wyprawy przywożę jakąś pamiątkę, o Portugalii będzie mi przypominał marynarz prężąc się dumnie na domowej lodówce.. na jednym z urwisk tego niegościnnego wybrzeża odnajdujemy tabliczkę wmurowaną przez rodziców 28-letniego Niemca, który spadając ze skarpy, tutaj zakończył swój żywot. na tabliczce w dwóch językach (po portugalsku i angielsku) rodzice przestrzegają przed niebezpieczeństwem i upamiętniają swojego syna.. zawsze chciałem dojeżdżać w takie miejsca. mimo że nie ma tu niczego godnego uwagi, to człowiek czuje się inaczej, czuje, że dotarł w miejsce magiczne.. jesteśmy na południowo-zachodnim krańcu Europy..

zawracamy, jako że dalej już nie można. kierujemy się w stronę Faro, skąd za 2 dni mamy wyloty, odpowiednio do Polski i do UK. ostatnie godziny portugalskiej wycieczki spędzamy na plażach i opalamy się, bo za kilkanaście dni bawimy się na weselu u kuzynki Magdy w Zabrzu. warto tutaj wspomnieć o piaskach Quarteiry, gdyż średnio co 2 minuty nad naszymi głowami przelatywał samolot z pobliskiego lotniska. pas startowy w Faro kończy się kilkaset metrów od oceanu, a samoloty po osiągnięciu pewnego pułapu zakręcają na północ przelatując nad głowami opalających się turystów. niektórzy narzekali, że zasłaniają słońce, zapominając jakby o powtarzającym się huku silników odrzutowych..

kolejny kraj zaliczony. tym razem nawet znaczna jego część. co wyniesiemy z Portugalii? na pewno mnóstwo wrażeń i różnorodność krajobrazów. na pewno wspomnienia słońca, przyjaznych ludzi i dobrych dróg. smak owoców morza, wina Porto i niekończącej się drogi.. po drugiej stronie, dla przeciwwagi znajduje się zaniedbanie.. nie można o nich zapominać udając się do Portugalii..
kategoria: podróże                           link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: Alternatywy 4
30.01.2006; 22.11
wychowany w bardzo późnym PRL'u miałem małą szansę na zakodowanie ówczesnych realiów. mimo tego, dobrze pamiętam 50-metrowe kolejki za kawą, mięsem czy czymkolwiek innym. stawiano mnie w nich jakby za karę -- później chwalono i głaskano po blond-czuprynie za chwalebne wystanie swoich 40 minut. czasem dostałem banana, choć na tyle rzadko, że dziś kupuję je na kilogramy. czasy dziwne, realia inne, a temat ciekawy: w kilku referatach na studiach powoływałem się na Polskę towarzysza Gierka.

niekwestionowanym królem sarkazmu w tej dziedzinie z pewnością był Stanisław Bareja. któż nie zna Misia, Zmienników czy ... Alternatyw. właśnie Alternatywy 4 są obecnie uważane za serial kultowy -- satyrę tyle śmieszną, co brutalnie prawdziwą. telewizja polska z braku innych pomysłów powtarza serial średnio raz na rok, swoje grosze dorzuca także TVPolonia, a my wszyscy mamy z tego radochę. jak byłem młodszy tylko raz to oglądnąłem. i wystarczyło -- wzięło mnie na dobre.

podczas ubiegłorocznych wyjazdów do stolicy natchnęła mnie myśl osobliwa. zebrałem się w sobie, przestudiowałem internet, następnie wawową mapę i ruszyłem .. odnaleźć legendarny blok, gdzie serial kręcono. sprawa okazała się prosta. 4 piętrowa chałupa z płyt, taka sama jak ją pamiętamy z serialu stoi sobie do dzisiaj na warszawskim Ursynowie.w rzeczywistości jest to ulica Grzegorzewska, numer 3. na Ursynów dojechać łatwo, choć przyznam się, że mnie warszawiacy trochę zrobili w konia, gdyż, aby dotrzeć na wspomnianą Grzegorzewską wcale nie należy wysiadać na stacji Ursynów, a ... Stokłosy. chałupa taka sama, bo jak widzicie na załączonym obrazku, totalny rozpierdol trwa tam do dzisiaj :) człowiek z zewnątrz może sobie pomyśleć, że placu budowy nie uprzątnięto przez kilkanaście lat. tak czy inaczej blok odnalazłem. obklikałem z kilku stron, gdy zza zmrożonego żywopłotu wynurzył się jeden z mieszkańców. zagadałem, choć patrzył na mnie z niekłamaną niechęcią. 'coś tam kumasz?', pomyślałem... a widząc, że nie kuma ni w ząb wyciągnąłem aparat. i na tym w zasadzie się skończyło, uciekł do klatki i choć chciałem i tam zajrzeć (być może znalazłbym kolejnego Anioła, fanatyka w stylu byłego Kierownika Wydziału Kultury Miejskiego Komitetu PZPR w Pułtusku), uciekający mieszkaniec nie pozwolił.. wyrywając mi klamkę trzasnął drzwiami klatki schodowej dokonując dzieła spustoszenia w mym frywolnym myśleniu.

minęło ćwierć wieku.. czasy się zmieniły -- a ludzie nie zawsze.
kategoria: podróże                           link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 416.