Tomasz Ankudowicz -- tomxx.net 3.0 fotoblog | podróże | trekearth | info | [home]
kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
Meksyk cz. V -- kultura Majów..
30.10.2009; 21:10
jedziemy przez Jukatan drogą z Tulum na wschód w kierunku Coby. podróżujemy mini-vanem w 6 osób: oprócz nas i parki Hiszpanów jedzie kierowca i przewodnik Rafael. przewodnik fantastyczny -- prawdziwy pasjonat, lokalny Mexicanos z zacięciem antropologicznym. mówi dość dobrze po angielsku, a swoje opowieści powtarza dwukrotnie, po naszemu i po ichniemu, bo Andaluzyjczycy no habla ingles. mamy szczęście, na wycieczkę zgłosiły się tylko 4 osoby, a zwykle jedzie 13. panuje miła, swojska atmosfera..

z samochodu niewiele widać. szeroką asfaltową drogą, któa znajduje się tu jakby nie na miejscu, dojeżdżamy do granicy stanów Quintana Roo i Yucatan -- po obu stronach rozciąga się gęsta dżungla, tylko gdzieniegdzie mijamy niewielkie, raczej zaniedbane osady. nie wiem jak żyją tu ludzie -- jest tak gorąco, że nie chce się wysiadać z klimatyzowanego samochodu. przed niewielkimi, zwykle zrujnowanymi domkami stoją czasem fajne samochody, ale głównie przeważa totalny chaos. po pewnym czasie nasz kierowca skręca w prawo i odtąd poruszamy się drogą żwirową. dżungla wręcz wchodzi na drogę, przez wiele kilometrów nie widać żywej duszy. kierujemy się do wioski Majów, której mieszkańcy jakby wbrew cywilizacji (z paroma wyjątkami) nadal żyją w XVII wieku.

w pewnym momencie XV wieku kultura Majów zanikła. z niewiadomych przyczyn opuszczono wznoszone przez wieki miasta i nigdy już do nich nie powrócono. Rafael mówi, że do zmian w kulturze doprowadziła wojna klas. prawdziwa rewolucja, podczas której zamordowano lub wypędzono 3-5% społeczeństwa rządzącej klasy. matematycy, architekci, budowniczy, astronomowie przestali istnieć. do zmian przyczyniła się również gleba, która uprawiana przez setki lat po prostu nie nadawała się do rodzenia.. rozwój stanął w miejscu, ale Majowie nie zniknęli -- dzisiaj na terenach Hondurasu, Gwatemali, Belize, Salwadoru i Meksyku językiem Maja posługuje się ok 5 mln ludzi. pielęgnują obyczaje i starają wieść życie w zgodzie z własnymi korzeniami. Majowie z reguły wyznają katolicyzm. tzn głównie, gdyż obok codziennych modlitw do jedynego Boga zdarza im się szepnąć kilka słów do bogów pogańskich. o coś wyproszą boga słońca, w czasie plonów porozmawiają z Chaaciem -- bogiem deszczu. ot tak, na wszelki wypadek..

wioska, którą odwiedzamy składa się z kilku chat. przewodnik prowadzi nas do zagrody jednej z rodzin. mieszka tu małżeństwo, 14 dzieci, małpa Natasza i cała masa przeróżnych zwierząt. mieszkają w dwóch chatach, chodzą na boso, śpią w hamakach, gotują na ognisku na dużej metalowej blasze, po hiszpańsku mówią tylko najstarsi. te kilka położonych w dżungli Jukatanu chat żyje ze sobą jakby w symbiozie. jedna wielka rodzina, wspólna mini-szkoła w jednym z domów. dziewczynki chodzą w plemiennych sukniach a chłopcy najczęściej w samych spodenkach. dookoła walają się śmieci i puszki po coli, ale jedynym poważnym elementem, który zdradza, że mamy XXI wiek, jest panel baterii słonecznych, który zapewnia mieszkańcom prąd na ok 3 godz. dziennie.

kręcimy się po okolicy i robimy sobie zdjęcia z miejscowymi. dzieciaki wystawiają ręce po peso, a matka smaży na ognisku prawdzie kukurydziane tortille. nasza rozmowa toczy się wyłącznie za pomocą gestów. jest dobrze, kompletnie inny świat.











kategoria: podróże                           link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: Paryż
17.12.2006; 21.09
weekend w Paryżu to w dużej mierze zasługa tanich linii lotniczych. w dawnych czasach półtora tysiąca kilometrów w linii prostej oznaczało dla człowieka mniej więcej tyle, że zabraknie mu sił na powrót. teraz można teoretycznie wybrać się drugi koniec Europy i wrócić tego samego dnia płacąc za przelot tyle, co za taksówkę w dużym mieście..

miasto: zespół miejski Paryża zamieszkuje ponad 11 mln mieszkańców, same miasto ok 2 mln. podzielono je na 20 dzielnic, a historyczne centrum Paryża stanowi wyspa Île de la Cité na Sekwanie, na której położona jest katedra Notre-Dame. tak ogromna struktura wymaga przemyślanego środka transportu -- w Paryżu króluje metro: działa kilkanaście linii, we wszystkich możliwych kierunkach i na wszystkie możliwe dzielnice, ale co najważniejsze: wszędzie można się dostać bardzo szybko.. bilety nie są tanie, my zapłaciliśmy 36 euro za bilet 3 dniowy ważny na 5 stref, czyli dokładnie tyle aby zwiedzić wszystko (bilet obejmuje przejazd metrem i koleją podmiejską 'RER'). przemierzaliśmy przeciągnięte do granic możliwości miasto, rozpieprzoną, wręcz zwielokrotnioną francuską stolicę, ale trwało to 6 czy 7 razy krócej, niż sugeruje rozsądek, niż wskazywałby na to rachunek kilometrów, pociągów i miejsc..

pierwsze wrażenie: ogromne. z jednej strony można powiedzieć miasto jak każde. bo jak wszędzie Turcy wywijają nożami w swoich budkach z kebabami, Polacy śpią w namiotach na nabrzeżu, Niemcy są głośni, Hiszpanie zadowoleni, Japońcy robią fotki, a Ruscy mają sygnety. z drugiej jednak strony na każdym kroku widać tu pomysł i historię. miasto jest czyste i zadbane; kamienice jakby świeżo otynkowane i pomalowane, choć jednorodne. wszystko ma swój sens, swoje miejsce, widać organizację i pomysł.. ludzie: metro jest miejscem, gdzie spotyka się ludzi reprezentujących wszystkie grupy społeczne. byliśmy pozytywnie zaskoczeni Francuzami. na każdym kroku widać tu dystynkcję, widać wytworność i elegancję w sposobie zachowania. na każdym kroku ktoś za coś cię przeprasza, jest dużo uśmiechu. tak jak w innych miastach zachodniej Europy widać dużą tolerancję, choć dziwnie to brzmi po jakimś roku od francuskich zamieszek na tle rasowym.. miejscowi wydali mi się pozytywnie nastawieni do obcych, choć oczywiście od każdej reguły są wyjątki. gorzej z językiem, choć młodzi ludzie najczęściej znają angielski. zdarzało się jednak i tak, że zaczepiony Francuz odpowiadał nam po swojemu, mówił długo i w ogóle się nie przejmował, że my nic nie rozumiemy. my odpowiadaliśmy po angielsku, także się nie przejmując. słuchał uważnie i znowu odpowiadał po swojemu. a ja pojawiłem się tam z czterema francuskimi słowami w głowie. i 8 hiszpańskimi, choć wiedzialem, że do niczego się nie przydadzą.. zabytki: jest ich za dużo. jak na jeden weekend, a nawet na dwa. te najbardziej popularne, jak Luwr (Musée du Louvre), wieża Eiffla (Tour Eiffel), Łuk Triumfalny (Arc de Triomphe) czy katedra Notre-Dame (Cathédrale Notre Dame de Paris) zobaczyć jednak należy. owszem, w samym Luwrze można spędzić nie weekend, a całe dwa tygodnie, choć standardowe wycieczki turystyczne prowadzą jedynie śladami największych arecydzieł tego muzeum. my spędziliśmy w Luwrze jakieś 8 godzin, skupiliśmy się na starożytnej Grecji i Egipcie oraz na najbardziej znanych dziełach malarstwa i rzeźby, jak Nike z Samotraki, Wenus z Milo i oczywiście Mona Lisa, która wydała mi się trochę .. mała.

z kolei katedra Notre Dame, tak jak się spodziewaliśmy tonęła w powodzi turystów. z jednej strony przemawiała historia, z drugiej w najlepsze trwała promocja jakiegoś napoju, z głośników leciał miejscowy hip-hop, a francuscy chłopcy na łyżworolkach slalomowali między ustawionymi słupkami, wcielając się w wyobraźni w swoich braci zza oceanu. warto wejść do środka oraz wjechać na wieże (to te od dzwonnika) skąd widać fajną panoramę miasta..

symbol Paryża, wieżę zaprojektowaną przez francuskiego inżyniera Gustawa Eiffela oglądaliśmy dwukrotnie: w nocy w piątek i rano w niedzielę. w piątek wysiedliśmy na Pont Mirabeau, gdzie panorama Pól Marsowych z oświetloną wieżą po środku robi kolosalne wrażenie. na moście Pont d'Iéna musieliśmy uciekać, bo całą szerokością chodnika, kilkoma rzędami sunęli na nas czarnoskórzy sprzedawcy kiczowatych pamiątek. mieli tylko wieże Eiffla, ale za to we wszystkich kolorach tęczy, w różnych odmianach metalu i plastiku, podświetlane, malowane, stojące, wiszące i Bóg wie jakie jeszcze. w niedzielę wjechaliśmy na górę. kolejki długie, bilet po 13 E, ale widoki wspaniałe. do tego przejaśniło się, wyszło słońce, można było robić fotki -- takie światło zdarza się tylko jesienią, tylko po burzy. Eiffel od środka to plątanina drutów i pajęczyna kolejowych szyn ustawiona pionowo. ale robi ogromne wrażenie. na 3 platformach porozrzucane są punkty widokowe, kafejki i sklepiki. jest też małe muzeum, gdzie można obejrzeć kilkunastominutowy film na temat obiektu.

no ale najpiękniejszy jest chyba zwykły spacer ulicami Paryża. warto się zgubić, zejść z utartych turystycznych szlaków. warto przejść się wzdłuż Sekwany (La Seine), bo tutaj nawet nuda przybiera formy nieco bardziej wyrafinowane. warto postać na moście (a jest ich tu wiele) i popatrzeć jak płynie woda. bo przecież woda jaka właśnie tu płynie parę dni temu była jeszcze na Wyżynie Langres a za kilkanaście godzin wpadnie do kanału La Manche.. spacer jest fajny, choć nam najczęściej przyszLo uciekać przed deszczem, bo tego weekendu na Sekwanę, na zabytki, na mosty, na wszystko runęło oberwanie chmury. padało na wszystko, bo przyroda także jest demokratką. ale to był listopad, miesiąc jesienny, miesiąc jak każdy inny i mimo takich warunków, uparcie i pokrętnie zwiedzaliśmy kolejne dzielnice, takie jak Saint-Germain, Bastille czy La Défense, z monstrualnym nowoczesnym Łukiem triumfalnym..

takie luźne podróżowanie po ogromnym mieście męczy, ale ma też swoje olbrzymie plusy, jak choćby możliwość ujrzenia prawdziwego ducha metropolii. wracając z Montmarte weszliśmy na tłumnie okupowaną naziemną stację metra. stali tam biali i czarni, ludzie w garniturach i w dresach, stały panienki i kolejarze, stali cwaniacy i sprzedawcy, stali ci, którym się spieszyło i ci, którym było wszystko jedno. jedym slowem, stali wszyscy i wszyscy patrzyli gdzieś w dal, w głąb nocy. wtedy i my, zmęczeni stanęliśmy i zaczeliśmy się patrzeć. komiczna sytuacja trwała jakies 15 minut, było to najdłuższe oczekiwanie na przyjazd metra. jedyne co można było usłyszeć to głośne gardłowe śmiechy grupki Murzynów..

podsumowując, Paryż zwiedzić warto, choćby na weekend. jak na razie to najpiękniejsze miasto w jakim byłem..
kategoria: podróże                           link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 415.