kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
Meksyk cz. VII -- Coba
03.11.2009; 04:18
drugim prekolumbijskim miastem, które odwiedzamy na Jukatanie jest Coba. archeolodzy uważają, że było to największe z miast Majów, a w szczycie rozwoju mogło je zamieszkiwać nawet 60 tys ludzi. zasadniczą różnicą w stosunku do innych (najczęściej wrogich) królestw Maja była obecność wody, gdyż Coba położona jest między dwoma dużymi jeziorami. mieszkańcy miasta żyli z handlu, głównie dlatego, iż Coba połączona była z innymi miastami epoki prekolumbijskiej bardzo dobrymi, utwardzanymi drogami. cywilizacja trwała stosunkowo długo, bo aż do XIV wieku -- ostatnie świątynie budowano jeszcze w okresie przybycia hiszpańskiej konkwisty. Coba nie miała zbyt licznej armii, natomiast straszyć miały same piramidy -- potężne, wysokie i, jak na swoją epokę, nowoczesne. w przeciwieństwie do Chichen Itza ruin nie zwiedza się pieszo, gdyż odległości są zbyt duże. wynajmuj się więc rowery albo trzykołowe riksze, którymi można szybko przemieszczać się między zabytkami. plusem jest mniejsza liczba turystów, co pozwala na wsłuchanie się w głos otaczającej Cobę dżungli oraz dzisiejszy stan piramid. są one rzeczywiste, tzn pozostawione w takim stanie, w jakim odkryto je przed stu laty. Chichen Itza odbudowano zwożąc ze wszystkich stron kamienie, Coba jest w tym przypadku trochę bardziej naturalna.. szkoda, że nie można się wspinać na żadną z wyższych budowli -- z góry rozciąga się fajny widok na dżunglę.. tylko trochę drzewa zasłaniają..








kategoria: podróże link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: england again..
23.05.2007; 16.24
i już po polsko-czeskim tygodniu, aż się wracać nie chciało.. piękny jest nasz
kraj w maju, wysiadając o 4 nad ranem z samochodu pod swoim blokiem uderzył we
mnie zapach kwitnących klonów -- coś czego w UK się nie spotyka. tydzień to
niewiele, szczególnie, że pierwszy weekend spędziłem w Pradze, pijąc za zdrowie
kawalera Łukiego, a w drugi też piliśmy, tyle, że za zdrowie już-nie-kawalera
Łukiego i Hanny -- juz nie panny, na ich weselisku w podgliwickim Kleszczowie. oj
działo się, teraz pewnie powstaną legendy naszej zabawy, a moje fotki skutecznie
przypomną fajne czasy..
tydzień minął a wczoraj miał miejsce najważniejszy mecz sezonu dla mojego Klubu, mecz życia, mecz, który miał zadecydować o przyszłości Górnika na wiele lat. graliśmy z Wisłą Płock i jasne było, że przegrywający to spotkanie klub leci do drugiej ligi. dla Górnika walczącego o pozyskanie strategicznego inwestora -- niemieckiego giganta ubezpieczeniowego Allianz spadek byłby przekreśleniem wszelkich nadzieji na zbudowanie silnej drużyny i oznaczałby tułanie się po drugiej lidze przez następnych kilka sezonów. po raz kolejny jednak okazało się, że Bóg jest zabrzaninem -- wygraliśmy z przyjaciółmi z Płocka 2-0, ale ile nerwów kosztowało to kibiców na stadionie i mnie przy programie 1 Polskiego Radia, wiemy tylko my. palpitacje serca z powodu gry naszych gwiazdorów skutecznie skrócą życie niejednego z piłkarskich kibiców, których jak zwykle na stadionie było kilkanaście tysięcy. dzisiaj wszyscy podkreślają, że 'obie drużyny grały bardzo ostrożnie, a że umiejętności jednej i drugiej na kolana nie powalają, największe wrażenie ?- po raz kolejny w Zabrzu -? zrobili kibice. stadion był niemal pełny, doping dla Górnika kapitalny. ?- zagraj jak za dawnych lat ?- śpiewali fani..'. jest się z czego cieszyć, bo nie będzie śmiesznych derbów ze śmiesznym piastem, a prawdziwe śląskie derby z powracającym do ekstraklasy chorzowskim Ruchem. byle tylko Górnik znów był wielki, bo kolejnej walki o utrzymanie psychicznie nie zniosę..
jakby tego było mało, dzisiaj mamy finał Ligi Mistrzów. i nie ma już zachowawczości, kalkulacji i faworyzowania bogatszych (kazikowe: 'Liga Mistrzów, Liga Mistrzów, kto odpadnie ten zostaje..'), bo to FINAŁ. finał finałów, rewanż po pamiętnym meczu w roku 2005, kiedy Jurek Dudek został bohaterem połowy Brytoli (Liverpoolowi kibicuje o wiele więcej ludzi niż Chelsea i Arsenalowi razem wziętym) broniąc karne i zdobywając puchar. dzisiaj będę miał okazję zobaczyć finał z udziałem brytyjskiej drużyny w brytyjskim pubie, więc będzie się działo, o ile oczywiście do jednego z pubów się wcisnę.. mówiąc o kibicach czy to polskich, czy angielskich, nie nietaktem byłoby niezacytownie słów Jurka Dudka, który w pełni zdaje sobie sprawę z wagi istnienia fanów i ich wpływu na swoich kopaczy:
życzę wielu pozytywnych emocji dzisiaj..
tydzień minął a wczoraj miał miejsce najważniejszy mecz sezonu dla mojego Klubu, mecz życia, mecz, który miał zadecydować o przyszłości Górnika na wiele lat. graliśmy z Wisłą Płock i jasne było, że przegrywający to spotkanie klub leci do drugiej ligi. dla Górnika walczącego o pozyskanie strategicznego inwestora -- niemieckiego giganta ubezpieczeniowego Allianz spadek byłby przekreśleniem wszelkich nadzieji na zbudowanie silnej drużyny i oznaczałby tułanie się po drugiej lidze przez następnych kilka sezonów. po raz kolejny jednak okazało się, że Bóg jest zabrzaninem -- wygraliśmy z przyjaciółmi z Płocka 2-0, ale ile nerwów kosztowało to kibiców na stadionie i mnie przy programie 1 Polskiego Radia, wiemy tylko my. palpitacje serca z powodu gry naszych gwiazdorów skutecznie skrócą życie niejednego z piłkarskich kibiców, których jak zwykle na stadionie było kilkanaście tysięcy. dzisiaj wszyscy podkreślają, że 'obie drużyny grały bardzo ostrożnie, a że umiejętności jednej i drugiej na kolana nie powalają, największe wrażenie ?- po raz kolejny w Zabrzu -? zrobili kibice. stadion był niemal pełny, doping dla Górnika kapitalny. ?- zagraj jak za dawnych lat ?- śpiewali fani..'. jest się z czego cieszyć, bo nie będzie śmiesznych derbów ze śmiesznym piastem, a prawdziwe śląskie derby z powracającym do ekstraklasy chorzowskim Ruchem. byle tylko Górnik znów był wielki, bo kolejnej walki o utrzymanie psychicznie nie zniosę..
jakby tego było mało, dzisiaj mamy finał Ligi Mistrzów. i nie ma już zachowawczości, kalkulacji i faworyzowania bogatszych (kazikowe: 'Liga Mistrzów, Liga Mistrzów, kto odpadnie ten zostaje..'), bo to FINAŁ. finał finałów, rewanż po pamiętnym meczu w roku 2005, kiedy Jurek Dudek został bohaterem połowy Brytoli (Liverpoolowi kibicuje o wiele więcej ludzi niż Chelsea i Arsenalowi razem wziętym) broniąc karne i zdobywając puchar. dzisiaj będę miał okazję zobaczyć finał z udziałem brytyjskiej drużyny w brytyjskim pubie, więc będzie się działo, o ile oczywiście do jednego z pubów się wcisnę.. mówiąc o kibicach czy to polskich, czy angielskich, nie nietaktem byłoby niezacytownie słów Jurka Dudka, który w pełni zdaje sobie sprawę z wagi istnienia fanów i ich wpływu na swoich kopaczy:
'piłkarze mogą odejść z klubu, mogą zawiesić buty na kołku i zakończyć kariery,
ale kibice są z drużyną na zawsze, na dobre i na złe. udało się nam dać kibicom to
na co zasłużyli.'
kategoria: pasje link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 415.