Tomasz Ankudowicz -- tomxx.net 3.0 fotoblog | podróże | trekearth | info | [home]
kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
Meksyk cz. VIII -- samotnia na Karaibach..
04.11.2009; 01:36
z mini-vana wysiadamy przed miasteczkiem Tulum, skąd po kilkunastu sekundach zawija nas taksówka. naszym celem były drewniane chatki położone na samej plaży, jakich sporo w tej okolicy. było już późne popołudnie i nie bardzo mogliśmy się zdecydować na jakikolwiek kierunek. w końcu zaufaliśmy kierowcy, który za 45 peso zawozi nas do jednego z ośrodków o raczej miernym standardzie. odmawiamy, ale na miejscu poznajemy dwójkę Niemców, którzy podwożą nas w inne miejsce. tam z kolei nie było już wolnych domków (z hiszp. cabañas), ale naszą samotnię znajdujemy 500 metrów dalej..

było już ciemno, więc dopiero rano przekonaliśmy się, gdzie jesteśmy. miejsce nazywa się diamantek i składa się z drewnianych domków o minimalistycznym, choć niezwykle ciekawym, wyposażeniu. właśnie ta pustka w połączeniu z dziką plażą stanowi o wyjątkowości tego miejsca. nocleg kosztuje nas ok 60 USD za dobę. właścicielka dba o rdzennie meksykański klimat, stąd dookoła aż roi się od kolorowo podświetlanych posągów przeróżnych bogów, rzeźb i symboli. dookoła palmy, hamaki i ten niesamowity kolor morza karaibskiego. przez dłuższą chwilę mocuję się z kokosem (coś jak Tom Hanks z Cast Away) -- nie przypuszczałem, że tak ciężko dotrzeć do białej zbitej warstwy owocu i wypełniającego ją mleka. zostaniemy tu przez kilka dni, bo oprócz wyjątkowości, jest to również idealna baza wypadowa do położonych o 3 km stąd ruin prekolumbijskiej osady Majów w Tulum.

na miejscu poznajemy kilka osób z Meksyku, parkę Francuzów, grupę Hiszpanów, ale przede wszystkim naszych rodaków z Krakowa. Ania i Mateusz pokonują Amerykę Centralną w odwrotnym niż my kierunku. naszym kolejnym krokiem będzie Belize, a oni, po przejechaniu środkowego Meksyku i północnej Gwatemali właśnie stamtąd wracają i zamierzają zwiedzić Jukatan. wreszcie możemy pogadać z kimś po polsku.. i to 10k km od domu ;)
















kategoria: podróże                           link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: dwa zdjęcia..
4.10.2008; 03.16
robię coraz więcej zdjęć. nie dopuszczam myśli, że mógłbym się wypuścić gdzieś dalej bez aparatu. z setek, tysięcy ujęć czasem wybiorę coś lepszego. czasem coś się trafi. i mimo że nie chcę w tym momencie nawiązywać do przysłowiowej kury, to jednak coraz częściej dostrzegam płytkość tej mojej pasji. stawiam na kadr, walczę o jakość, czaruję w Photoshopie oszukując siebie samego i wszystkich dookoła. jednak bezsenną nocą dociera do mnie, że fotografia wcale nie polega na jowialnych krajobrazach, na pustych, a jednocześnie do perfekcji podciągniętych kadrach. bo kto powiedział, że ma być ładnie, ostro i wyraźnie? że niebo ma być pięknie błękitne, a twarz uśmiechnięta. coraz bardziej dociera do mnie, że moje zdjęcia mijają się z prawdą. i rzeczywistością, o czym pisał kiedyś Pedro Meyer. zastanawiając się dalej, czy fotografia nie jest aby zwyczajnym kłamstwem? po raz pierwszy dotarło to do mnie podczas przeglądania nagrodzonych zdjęć w konkursie World Press Photo. jednym ze zwycięzców został Rafał Milach za swój fotoreportaż o emerytowanych cyrkowcach. przekaz, myśl, intencje!! zamysł, próba przekazania czegoś -- to w rzeczywistości ważna rzecz przy ocenie fotografii. oczywiście, są różne kategorie, płaszczyzny. podwójne dno nie jest przecież przepustką do raju. a jednak obraz, który nie wzbudza uczuć, wrażeń, nie przywołuje doświadczeń, jest tylko kolejnym zlepkiem pikseli. a przecież można ciekawiej, choć zupełnie prosto, jak tutaj..

podczas wizyty w Bośni zrobiłem dwa zdjęcia prawdziwe. i to właśnie te dwa przypadkowe strzały tłumaczą mi niewielką wartość wszystkich pozostałych. na brukowanej uliczce Mostaru siedzi starszy szczupły mężczyzna. na oczach ma ciemne okulary, w ręku trzyma laskę. siedzi w cieniu na niewielkim składanym krześle. kiwa głową w odpowiedzi na moje pytanie o możliwość zrobienia mu zdjęcia. podczas moich przygotowań i ustawienia ekspozycji nawet nie drgnął, nie przesunął się, nie poprawił. odniosłem wrażenie, że jest smutny. jednak gdy dzisiaj patrzę na gotowe zdjęcie wyraźnie widzę, że mężczyzna nie jest smutny -- ba, on się uśmiecha zawadiacko. i nie jest to uśmiech wymuszony potrzebą chwili, który ma poprawić samopoczucie zbłąkanego turysty.. drugie ujęcie przedstawia kobietę, również nie pierwszej młodości. prawdopodobnie jest ona Muzułmanką, choć pewności co do tego nie mam. w odświętnym, tradycyjnym stroju wspina się w pełnym słońcu, a o roku 2008 przypomina tylko i wyłącznie kawałek plastykowej torby. w tym przypadku nie pytałem o pozwolenia na zrobienie fotografii, a po prostu (swoim skrywanym sposobem) udawałem, że celuję gdzieś powyżej. gdy jej oczy zetknęły się z moją optyką nacisnąłem spust migawki, a jej spojrzenie osiadło na światłoczułej matrycy. i mimo słońca i ostrych cieni wyraźnie widać powagę na jej twarzy. w takich momentach nie ma miejsca, czasu (ani w jej przypadku ochoty) do lakonicznego uśmiechu. i może o to właśnie chodzi?
kategoria: przemyślenia                           link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 416.