kategorie notek: wszystkie :: zapiski :: podróże :: pasje :: przemyślenia :: humor :: cudze
tradycyjny Dzień Wszystkich Świętych powoli ustępuje miejsca wesołym obchodom
Halloween. święto, które w europejskiej kulturze przez wiele wieków kojarzone było
głownie z zadumą i wizytą na grobach zmarłych, przeobraża się powoli w znane od lat w
Stanach Zjednoczonych marsze umarłych. wieczór 31 października, gdy tylko zgasną
ostatnie promienie słońca, staje się rajem dla czarownic, upiorów, strzyg i zombie.
wielobarwne i rozkrzyczane pochody przebierańców, wzorem miast amerykańskich, oblegają
europejskie stolice, a nowy prąd powoli, choć nieubłaganie, dociera również do Polski.
w tym roku miałem okazję uczestniczyć w typowym Zombie Crawl i na własne oczy
przekonać się o fenomenie angielskiego helołynu..
mało kto wie, że dzisiejsza forma obchodów Helloween czerpie swoje korzenie z kultury
celtyckiej. wiele wieków temu w dniu Samhain (nazwa oznaczała śmierć ciała)
ofiary bogowi śmierci składane były wyłącznie w przebraniach. procesje nazwane
uświęceniem (staroangielskie Hallow) stały się częścią kultury irlandzkiej, a
wraz z masową transoceaniczną wędrówką ludów, zapoczątkowały dzisiejsze święto w Kraju
Hamburgerów.. większość marszów zombie opiera się na klasycznych zasadach dobrej
zabawy: przebierańcy wywołują popłoch na ulicach, jednak atakują tylko tych przechodniów, którzy wyraźnie tego od nich oczekują. bywa, że ludzie przyłączają się do zabawy,
a wówczas impreza nierzadko przenosi się na wysokość chodnika i przypomina sceny rodem z Nocy Żywych Trupów. uczestnicy odgrywają swoje umarłe role przez cały okres trwania pochodu, z czym moim angielscy koledzy mieli, szczególnie po wizycie w trzecim pubie z kolei, niemałe problemy. do perfekcji opanowali jednak rzucanie się na wolno jadące samochody oraz szyby mijanych restauracji, które po niespodziewanym i zmasowanym ataku przejmowały trupie kolory, ślinę i Bóg wie, co jeszcze. angielski Crawl of the Dead skonstruowano typowo po brytyjsku: straszonko, krzyki i procesje trwają minut piętnaście, a po każdym etapie uczestnicy zachodzą do lokalnego pubu. piwo leje się
strumieniami, blade i pokrwawione twarze tracą resztkę hamulców, a kolejna część procesji przybiera coraz to bardziej realne formy.. cóż, imitujemy trupy, które, jak na umarlaków przystało, charakteryzują się nieco mniejszym kanonem zachowań, niż żywy człowiek. dobrze odegrany zombie porusza się wolno, nie wykonuje gwałtownych ruchów, kuśtyka lub powłóczy nogami. twarz nie wykazuje emocji, usta wydobywają ciche, nieartykułowane dźwięki. zombie z reguły nie mówią (no chyba, że wciela się w niego mój kumpel Conor), w zamian zaś ulicę zalewa jednomiarowy, pozbawiony składu jęk. moim osobistym hitem zachowania zombie jest wskazywanie ręką w bliżej nieokreślonym kierunku i próba przekonania przechodnia do swoich umarłych racji.. zresztą zapraszam do obejrzenia pełnej galerii zdjęć, która znajduje się tutaj.
wietrzne wybrzeże Pacyfiku..
10.07.2010; 07:43
kategoria: podróże link bezpośredni
NOTKA LOSOWA: Halloween po angielsku..
03.11.2008; 18.24
kategoria: zapiski link bezpośredni
więcej notek w archiwum. ogólna liczba wpisów: 415.








