Małgorzata:

'jeśli myślimy o tym samym Piłsudskim to to w zapisie będzie 2xs'
[więcej]

17

lip
2008

szlakiem South Downs do Lewes..

kategoria: podróże, link bezpośredni

Brighton, 15.39

o szlaku South Downs pisałem już kilkakrotnie wcześniej. rozciągający się wzdłuż Kanału na długości prawie 150 km Park Krajobrazowy obejmuje powierzchnię 260 km2 z łącznymi ścieżkami ciągnącymi się przez ponad 3000km. obszar ten przed 60 milionami lat był dnem płytkiego morza -- dlatego wszystko składa się tu z białych nalotów kredowych powstałych z mikroskopijnych szkieletów morskiego planktonu. szlaki South Downs przyciągają turystów pieszych, rowerzystów, paralotniarzy, a nawet amatorów jazdy konnej. warto podkreślić, że ścieżki nie są wymysłem żyjących obecnie ludzi. jak mówi historia, pokrywają się one ze szlakami wytyczonymi tysiące lat temu, a liczne odkrycia archeologiczne udowadniają, że obszary te były zamieszkiwane już w czasach neolitycznych czy erze brązu. piękno otwartego i pofałdowanego krajobrazu rzeczywiście powala, obszar pozwala więc na chwilę oderwać się od życia miejskiego. oficjalna strona turystyki w Wielkiej Brytanii reklamuje region jako ucieczkę od wszystkiego -- 'to get away from it all'..

sobotniego ranka na trasie byliśmy już o 8 rano. z miasteczka Portslade ruszyliśmy w kierunku doliny Devil's Dyke -- byłem tam wielokrotnie, jednak dopiero David, kolega z Belgii, powiedział mi, że miejsce to w epoce żelaza było silnie strzeżonym fortem, a zarysy można jeszcze dzisiaj rozpoznać po wyraźnych pagórkach usypanych ręką ludzką. ruszyliśmy na wschód głównym szlakiem trasy -- łącznie tego dnia udało nam się pokonać całkiem fajny dystans 25 kilometrów.. padła nawet idea, aby wziąć niewielki urlop i spróbować w kilka dnia przejść całą trasę w hrabstwie Sussex, która rozciąga się przez ok 110km. największym urokiem tych obszarów są oczywiście zielone pagórki, jednak co chwilę mijamy porośnięte zbożem i makami pola uprawne. miejsce to jest rajem dla wielbicieli golfa, a szlak prowadzi między innymi przez środek jednego z pól, należy więc uważać na śmigające nad głowami piłki.. poszczególne części trasy poprzecinane są szeregiem płotów oraz licznymi bramkami, prostymi do otwarcia dla ludzi, nie do pokonania przez licznie pasące się tu zwierzęta. jest coś fajnego w stadzie 200 baranów przez które przyszło się nam przeciskać, albo w ciekawych otaczającego je świata krowach. po prawej stronie w oddali błyszczą wody Kanału, a po lewej co jakiś czas mijamy niewielkie, wypełnione kamiennymi domkami, średniowieczne wioski. tego typu mieściny, np. Clayton ze swoim ogromnym młynem nazwanym 'Jack and Jill', również mają swoją historię, szczególnie jeśli interesują nas historyczne wiejskie knajpy serwujące tradycyjne angielskie posiłki i lokalne piwa Ale. po jakimś czasie docieramy do wzgórza Ditchling Beacon (213 m npm), które od 1920 roku jest mekką miejscowych artystów. miejsce ciekawe przede wszystkim z powodu swojego kształtu geologicznego, wspaniałego widoku na pobliskie doliny oraz gęstej i różnorodnej w okresie letnim roślinności. fakt, że drukowane są foldery, budowane parkingi, oraz że przyjeżdżają tu spragnieni przestrzeni ludzi jest zasługą Towarzystwa Turystycznego, które, w przeciwieństwie do naszych rodzimych organizacji, dba o rozwój tego typu miejsc. idąc dalej na wschód mijamy dziesiątki usypanych przed tysiącami lat kurhanów. kurhany przybierają kształt niewysokich okrągłych górek, są wyraźnie zaznaczone na mapach. wiele z nich nigdy nie było badanych przez archeologów. z drugiej jednak strony w wielu widać wgłębienia -- podobno w średniowieczu i niedalekiej przeszłości kurhany były bardzo często plądrowane w poszukiwaniu skarbów dawnych cywilizacji.. przez kolejne kilometry krajobraz się nie zmienia -- wciąż te same zielone pola z pasącymi się zwierzętami i rozdzielające je żywopłoty. co jakiś czas drogowskaz wskazujący poszczególne szlaki lub okoliczne miasteczka. docieramy do Lewes, o którym szerzej pisałem w tej notce z 20 lutego 2007 roku. przechodzimy przez pole, na którym w 1264 roku odbyła się sławna w regionie Bitwa pod Lewes, w której z siłami francuskiego króla Henryka III starła się zbuntowana (również normańska) frakcja baronów.. Lewes jest pięknym średniowiecznym miasteczkiem, jednak czując w nogach zrobione kilometry, od razu wybraliśmy się w kierunku miejscowego browaru Harveys, aby w lokalnej tawernie cieszyć się smakiem miejscowego ciemnego piwa. przez dłuższy czas cieszyliśmy się prężąc nasze zmęczone ciała na słońcu nad brzegiem rzeki Ouse, a niektórzy (czyt. nasz kolega David) nawet usnęli.. do Brighton wróciliśmy autobusem..